main graphic

main graphic

Kategoria: BIBLIA


Był poranek, dzień egzaminów. Długo zastanawiałem się, czy wysłać jej bardzo prosty tekst: „czy chcesz, abym pomodlił się za Ciebie?” Wiedziałem, że nie tylko wyznawała, ale i praktykowała buddyzm. W końcu nacisnąłem klawisz z napisem "WYŚLIJ". Minęły dwie lub trzy minuty, usłyszałem krótką melodyjkę, przyszła wiadomość.

„Tak, tak” – czytałem – „proszę, módl się za mnie”. Po czym przyszła seria krótkich tekstów.
„To jest niesamowite.” – pisała – „Siła i moc modlitwy wprawia mnie w zachwyt.”

Wydarzyło się to w Tutume w Botswanie. Niedzielny poranek. Odsuwam zasłony. Promienie porannego słońca wypełniają pokój. Zaspanym nieco wzrokiem obserwuję misję. Cisza i pustka. Msza rozpocznie się dopiero za godzinę.

W pewnej chwili wzrok zatrzymuje się na postaci starszej osoby. Mężczyzna, około75 lat, siedzi na kamieniu pod drzewem mopane (gatunek występujący w południowej części kontynentu afrykańskiego). W jego postawie nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie fakt leżącej na jego kolanach otwartej Biblii.

Szatan - wróg szczęścia ludzkiego - prowokuje pozbawienie Hioba wszystkiego, co drogie jego sercu, pragnąc wykazać w ten sposób, że jego wiara jest jakby psim przywiązaniem do Boga, za miskę smacznej strawy, którą dostał od życia. Wystarczy zabrać michę, a z wiary nic nie zostanie. I tak zostało mu odebrane bogactwo, następnie dzieci, a następnie zdrowie. Wraz z tym wszystkim znikł też szacunek, jakim Hiob cieszył się wśród ludzi.

Jakąś smutną ironią jest to, że pozostawiona mu została… żona. Czyżby nie była jego ukochanym dobrem? Dlaczego i jej nie stracił?

Powrócę raz jeszcze to moich znajomych ze studiów w Manili. Grupa młodych ludzi z Myanmy, Chin i Kambodży. Ci, którzy po raz pierwszy usłyszeli o Jezusie na Filipinach. Ci, którzy kupili Pismo Święte, aby poznać „kim ten Chrystus jest”, jak to sami określili. Ich poszukiwania nie skończyły się na czytaniu.

Jeden z wydziałów psychologii zobowiązał nas - było nas czworo: dwóch z Kambodży, jeden z Myanmy i ja – abyśmy przeprowadzili badania wśród ludności tubylczej (indigenous) mieszkającej w górach, w północnej części wyspy Luzon na Filipinach.

Pewien biskup miał powiedzieć: „Prawosławni czczą Pismo święte. O tak, czczą! Pięknie je oprawiają, upiększają, uroczyście wnoszą i okadzają, ale… nie czytają. Protestanci za to nie szanują Pisma świętego. Kładą je byle gdzie, noszą pod pachą czy w torbie, marzą flamastrami, ale… czytają. Natomiast katolicy – ani nie szanują, ani nie czytają”.

Przykro tego słuchać, oczywiście. Natomiast niech te słowa posłużą za motywującą krytykę.  Wielebny hierarcha ograniczył się w swoich obserwacjach do chrześcijan. Ciekawe jest natomiast, jakie podejście do Biblii mają Żydzi. Będąc bowiem „narodem księgi” wydaje się, że księgę tę „i szanują i czytają”.

Od nieżyjącego już sp. ks. proboszcza Czecha z mojej rodzinnej parafii w Grodzisku Dolnym, będąc jeszcze klerykiem, usłyszałem takie oto świadectwo odnośnie pożytku, jaki odniósł z Soboru Watykańskiego II: "Jedyną rzeczą, którą wyniosłem z nauk Soboru to kluczowe słowo 'AKTUALIZACJA'". Ów kapłan odniósł ten pogląd w szczególności do rozumienia istoty Mszy Świętej. W czasie jej sprawowania historyczna Ofiara Chrystusa "STAJE SIĘ" na nowo realną na ołtarzu w naszej obecności. Po prostu aktualizuje się.

To samo kluczowe słowo odnoszę do mojego osobistego i wspólnotowego przeżywania Słowa Bożego, szczególnie w ramach grup modlitewnych Odnowy charyzmatycznej. Sercem cotygodniowego charyzmatycznego spotkania modlitewnego jest trwanie na modlitwie i "łamanie się Słowem Bożym".

Przeglądaj wg autorów

NEWSLETTER

Chcesz otrzymywać powiadomienia o najciekawszych tekstach?