main graphic

main graphic

Żniwa ryżu na Bali

Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo ». (Mt 9, 37-38)

Nie daje mi spokoju ten werset. Cała Ewangelia nie powinna dawać spokoju, ale to inna sprawa. Przywołane słowa zwykle towarzyszą dwu rzeczywistościom: poszukiwaniu nowych powołań oraz ilustrują objawy kryzysu. Bardzo to wygodne. Tyle, że Ewangelia nie jest zbiorem ilustracji. Nie jest statyczna.

Przeciwstawienie wielkości żniwa małej ilości żniwiarzy przypomina pojedynek Dawida z zabójczym Goliatem. Znamy zakończenie biblijnego pojedynku. Ale i wiemy, że w tak zwanym życiu często maluch nie ma szans z wielkoludem. Osiedlowy blaszak przegra w końcu z kolejnym hipermarketem. Kredytobiorca z bankiem. Głos rozsądku z „mądrością” tłumu.

Gdyby pójść tą drogą, można by sobie wytłumaczyć słowo Ewangelii jako proste stwierdzenie, że roboty nie przerobisz. Więcej: nawet się nie porywaj, człowieku, na to ewangeliczne żniwo, bo raz – nie za bardzo wiesz, co się za tym słowem kryje, a dwa – cóż byś chciał wobec takiego bezmiaru zdziałać dwoma rękami? Lepiej chodź tu, siądź z nami i wołaj do Pana żniwa, żeby posłał więcej robotników, więcej rąk do pracy, ust bardziej wymownych, nóg dalej niosących. Nas niech lepiej zostawi w spokoju. Spełniamy się w tym wołaniu. Tak czytana Ewangelia byłaby sentymentalną pieśnią, pogrzebowym zawodzeniem. Przede wszystkim, przestałaby być wezwaniem do miłości. Bo to miłość jest żniwem, które czeka na robotników gotowych kochać.

Ten dwuwers nie jest ilustracją kryzysu. Nie podkreśla naszej niemocy wobec czekającej nas pracy. Obydwa stwierdzenia są prawdziwe. Świat i człowiek są ciągle głodni tej miłości, która wzeszła i dojrzała w Jezusie z Nazaretu. Życie widziane z pozycji Ewangelii spoczynkiem nigdy nie będzie. To pole wiecznie dojrzewające. Prawdziwe jest także to, że mało jest robotników. Bo mało jest tych, którzy złapali wiatr Ewangelii w żagiel swej łódeczki. Mało tych, którzy potrafią kochać, jak kocha Bóg. Więcej sympatyków czy widzów w systemie pay-per-view.

Aktualne jest wezwanie skierowane do Pana żniwa. Tyle, że nie chodzi o kogoś, kto ma przyjść z daleka i wreszcie żniwa dokończyć. Ostatecznym adresatem tego wersetu jestem ja sam. Nie można wezwania do miłości przerzucić na kogoś, kto ma dopiero przyjść. Tu nie chodzi tylko o zwiększenie liczby tych, którzy wyruszają na żniwa. Stawką jest świadomość, że to ja jestem robotnikiem na żniwie. Mnie mają się robić odciski od sierpa – a niekoniecznie ma mnie chwytać za gardło chrypka od wołania, że mało nas, mało nas, poślij więcej. Nie chór jest przeznaczeniem żniwiarza, ale ciężka praca: naśladowanie Chrystusa w Jego miłości.

Maciej Baron SVD
0
0
0
s2smodern

Przeglądaj wg autorów

NEWSLETTER

Chcesz otrzymywać powiadomienia o najciekawszych tekstach?
Zapisz się na nasz newsletter!