main graphic

main graphic

Nie wiem, czy bardziej poddałem się temperaturze czy pogłoskom o jej wpływie na ludzką aktywność. Jakiś związek być musi. Ale bez żalu z mojej strony. Blogosfera, serwisy informacyjne i cała reszta medialnego świata produkują dziennie miliardy słów na tematy, o których wczoraj nie mieliśmy pojęcia, jutro zaś nie będziemy o nich pamiętać. Taka natura tego biznesu.

Tym bardziej cieszy mnie, że poprzedni tydzień mogłem spędzić nad Słowem, które dziwnym trafem nie chce się poddać regułom medialnego rynku. Trwa niezmienione a jednocześnie jest zawsze nowe. Przez siedem dni z małą grupą siedmiu osób czytaliśmy i medytowaliśmy tekst Kazania na górze.

Miejsce też nie było przypadkowe, przynajmniej dla nas, werbistów. Chludowo. Przez cztery dekady najnowszej historii ten dom był progiem, który przekraczały kolejne roczniki nowicjuszy. Obfite, potem szczuplejsze, aż po ostatnie lata, kiedy jedynym rezydentem nowicjatu był ojciec magister.

Z miejsca, które zasilało Prowincję nowymi powołaniami Chludowo stało się miejscem oczekiwania. Już nie na dziesiątki młodych ludzi, ale na kogoś, kto świadomie minąłby stylową bramę chludowskiej posiadłości, przy której umieszczona jest tabliczka z napisem ‘nowicjat’. Na kogoś, kto minąłby ją i został.

Dom pod wezwaniem św. Stanisława Kostki tętnił życiem przez dekady i tętni życiem dziś. Ale inne to tętno. Bardziej wyczekujące, bardziej pokorne. I myślę, że nie jest przypadkiem, że właśnie to miejsce staje się domem, w którym rozważa się Słowo, głosi rekolekcje, uczestniczy w nich. Po latach powołaniowej prosperity nastał czas, kiedy każdego nowicjusza zna się i pamięta z imienia, nazwiska i tego, czy szura rano kapciami po drodze do kaplicy, czy pije kawę białą czy czarną i słodką.

Taki to pokory czas dla wspólnoty, która ma nadzieję, że po tych, co odchodzą miejsce zajmą ci, którzy dopiero przychodzą. Gorzej, jeśli jedyny ruch jakoś się organizuje w kierunku wyjścia, a drzwi wejściowe delikatnie pokrywa pajęczyna. Jeszcze gorzej, jeśli ta pajęczyna stanie się pokarmem dla proroków upadku, miłośników teorii kryzysowej, rolników bez ziemi, wieszczących zaoranie wszystkiego. Lepiej, jeśli się wróci do źródła, jakkolwiek banalnie to zabrzmi. Do słuchania Słowa, z którego rodzi się wiara. Do świadectwa, które karmi się tym, co wysłuchane i przyjęte. Do propozycji życia, która wyrasta z tego, co osobiście przyjęte i przetrawione, na co dzień przeżyte.

Każdy nosi w sobie takie małe Chludowo. Mały cmentarz pierwotnej gorliwości, alejki brukowane pierwotnym zapałem. Ale i pokorne miejsce pełne gotowości, by wracać do źródła, karmić się Słowem, stawać się znakiem. Ewangelia nigdy nie będzie księgą upadku, autoreklamą samozaorania. Kiedykolwiek i gdziekolwiek człowiek bierze Słowo Boże na poważnie, tam dzieje się to wszystko, czym obdarowuje nas Ewangelia. Czyli Życie. Nie zgliszcza.

Nasz werbistowski nowicjat jest miejscem pięknym i trudnym. Pięknym, bo stanowi część naszej historii i tożsamości. Trudnym, bo uczy pokory i stawia pytania. Na szczęście też udziela odpowiedzi. Jedynej, której warto słuchać.

Maciej Baron SVD
0
0
0
s2smodern

Przeglądaj wg autorów

NEWSLETTER

Chcesz otrzymywać powiadomienia o najciekawszych tekstach?
Zapisz się na nasz newsletter!