main graphic

main graphic

Cuda dzieją się po cichu. Tak pomyślałem kilka dni temu, po raz pierwszy będąc w podlaskiej Sokółce. W połowie sierpnia najwięcej słychać o kolejnych grupach, które kończą swą pielgrzymkową drogę, zdobywając Jasną Górę. A mnie ścieżki zaprowadziły na Podlasie, do Sokółki właśnie. Pustymi drogami, które dobrała nawigacja Google’a. Pusty parking, kilka małych straganów z pobożnościami i miodem na koronkowych serwetkach przed wejściem. Na tablicy ogłoszeń głównie nekrologi.

Wielka bryła kościoła. Kaplica adoracji, w której wystawiony jest korporał z cząstką mięśnia sercowego człowieka w agonii. Kilka osób wewnątrz, kilka kolejnych w kościele. I tak sobie myślę – to już, to wszystko? Mały biały kwadrat pod monstrancją? Ta garsteczka modlących się?

Usiadłem na chwilę w ławce. I wtedy przyszła myśl druga. Że tak jest dobrze. Dobrze, że do tego miejsca nie prowadzi aleja straganów. Dobrze, że mszy nie słucha się z głośników pół kilometra od kościoła. Dobrze, że taka cisza. Dobrze, że jest miejsce w ławce. Dobrze, że aby dojrzeć ten cud, ten maleńki, wstrząsający ślad eucharystyczny, trzeba go niemal dotknąć nosem. Cud eucharystyczny to taki cud skondensowany. Pierwszy – że okruszek chleba jest Żywym Bogiem. Drugi – że Pan Bóg przypomina nam, że słowo „żywy” nie jest przenośnią, nie jest symboliczne.

Ludzie mierzą czas życia, odwołując się do serca i jego bicia, sercem przeżywają każdy dzień, serce rośnie, szybciej bije i zalewa je krew zależnie od okoliczności. Być człowiekiem to mieć serce z ciała, nie z kamienia. Ten korporał w Sokółce to taka styczna, punkcik w którym po cichu głosi się to ważne dla nas, werbistów, zdanie z janowego prologu: „… stało się Ciałem i zamieszkało między nami”.

Wydarzenie w Sokółce przywraca utraconą dziś skalę i perspektywę. Nie wielkość i siła, nie hałas cechują Bożą obecność w świecie. Nie one decydują o prawdziwości Bożych śladów. Ale w tym wydarzeniu kryje się coś jeszcze. Łatwo jest dziś przeoczyć to, co małe i jednocześnie nieskończenie wielkie. Łatwo jest utracić świadomość, że „zamieszkało między nami” i wciąż z nami jest. Może trzeba się zgubić gdzieś na Podlasiu, żeby tą świadomością się zachłysnąć.

Opuszczałem Sokółkę wdzięczny i obdarowany, choć ani serwetki, ani miodu nie kupiłem.

Maciej Baron SVD
0
0
0
s2smodern

Przeglądaj wg autorów

NEWSLETTER

Chcesz otrzymywać powiadomienia o najciekawszych tekstach?
Zapisz się na nasz newsletter!