main graphic

main graphic

Wewak - Papua Nowa Gwinea

Nie ma znaczenia, czy wylądujemy w Indiach, Ghanie lub Papui Nowej Gwinei − pierwsze wrażenie zawsze jest takie same: upał. Gdy tylko staniemy w otwartych drzwiach samolotu skóra i płuca natychmiast dają znać o trudnej do zaakceptowania rzeczywistości. 

Kiedyś było łatwiej. Podróż statkiem stopniowo przygotowywała na spotkanie z upałem, oswajała z tym, co nas czeka. Teraz w jednym momencie jesteśmy wypychani z klimatyzowanego samolotu wprost w objęcia żaru, który nie tylko leje się z nieba, ale odnosimy wrażenie, że także unosi się z rozdygotanej ziemi. Stajemy wobec tego trochę przerażeni i tylko wstyd przed ucieczką w klimatyzowane wnętrze oraz chęć sprawdzenia tego, co jest poza upałem, sprawia, że zaczynamy schodzić w dół.

W trudnej walce z upałem nie musimy być jednak skazani na porażkę. Z pomocą przychodzi nam cień. W krajach półkuli południowej cień jest błogosławieństwem. Cień wyznacza miejsce spotkań czy towarzyskich rozmów. W cieniu ustawia się stragany, spożywa się posiłki i się śpi. Cień wytycza trasę wędrówki. Gdy brakuje naturalnego cienia można ratować się cieniem prywatnym, rzucanym przez parasol. W Papui Nowej Gwinei na każdym miejscu widziałem ludzi z parasolami. I choć to wciąż była pora deszczowa, to głównie zabierali je ze względu na słońce. Zresztą nic dziwnego: słowo "parasol" w swoim oryginale oznacza "przeciw słońcu" (para-sol).

To zdjęcie zrobiłem w miasteczku Wewak, dokąd przyjechaliśmy na święcenia biskupie naszego współbrata, o. Józefa Roszyńskiego. Wzdłuż alei prowadzącej do kościoła (który dzisiaj jest katedrą) stoją potężne drzewa. Ich rozległe konary zbiegają się ku sobie, plączą i tworzą naturalne zadaszenie. W ten sposób dają wiele metrów kwadratowych cienia. Te drzewa posadzili werbiści, gdy ponad 100 lat temu przybyli do Papui Nowej Gwinei. Przyjechali tu, aby głosić Ewangelię, ale chcieli też chodź trochę ulżyć trudom codzienności. To bardzo wymowny ślad, który po nich pozostał; ślad błogosławiony.

Patrzę na to zdjęcie i zastanawiam się, co po mnie zostanie; jaki cień, w którym ktoś będzie mógł się schronić w upalnym momencie swojego życia...

Andrzej Danilewicz SVD
0
0
0
s2smodern