main graphic

main graphic

To było podczas liturgii paschalnej. Weszliśmy do ciemnego kościoła z zapalonym paschałem - symbolem światła Chrystusa. Zaśpiewaliśmy Exultet - pieśń pochwalną paschalnej świecy i usiedliśmy, żeby słuchać liturgii słowa.

Do pierwszego czytania została wyznaczona pani Helena, pobożna, stateczna osoba po sześćdziesiątce. Podeszła spokojnym krokiem do ambonki. Bez pośpiechu znalazła czytanie i wypowiedziała pierwsze słowa: "Czytanie z Księgi Rodzaju". Czytała bardzo naturalnie, bez niepotrzebnej teatralności i zbędnej tremy. Jej głęboki głos z wiekiem stał się lekko zachrypły. 
W pierwszej chwili nikt chyba nie zdał sobie sprawy, że ten jej spokój i barwa głosu zdołały w niezauważalny sposób związać ze sobą naszą uwagę. I wtedy padły pierwsze słowa: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię".

Te słowa zabrzmiały jak początek ulubionej bajki, opowiadanej spokojnym głosem babci, bajki znanej, ale chętnie słuchanej, bo pięknej i dobrej. I zapragnęliśmy słuchać dalej tej opowieści, i chociaż wiedzieliśmy, o czym ona jest, to chcieliśmy usłyszeć ją kolejny raz i zachwycić się nią.

A pani Helena, z oczami w okularach wpatrzonymi w lekcjonarz, mówiła do nas tak, jak gdyby nie czytała czarnych sznurków liter, ale opowiadała, co widzi. A widziała ona ziemię, która była pusta i bezładna i widziała Ducha, który unosił się nad prawodami. Choć może lepiej byłoby powiedzieć, że to Duch pozwolił jej widzieć wszystko swoimi oczami.

I wtedy do obrazu doszedł dźwięk. To Bóg zaczął mówić, a cokolwiek powiedział, to zaraz stawało się materialną rzeczywistością. A wszystko stawało się nie chaotycznie, lecz w porządku ściśle określonym przez słowa Boga. I nie od razu, lecz tak jak gdyby każda kolejna rzeczywistość wypływała z poprzedniej. A gdy już coś się pojawiło, to Autor zatrzymywał się, patrzył jeszcze raz na miniony czas - wieczór i poranek - i z radosnym spokojem konstatował, że to, co zaistniało "było dobre".

AcJyALPBbas800x533pxPani Helena czytająca tekst z Księgi Rodzaju w czasie liturgii wielkosobotniej (fot. Anna Zuyeva)

I z pierwotnego niebytu, z owego nieznanego nam i wrogiego tohu wabohu zaczęło wyłaniać się wszystko, co jest nam znane i przyjazne: gwiazdy, księżyc, słońce, światła, cienie, morza, rzeki, deszcze, rosy, szrony, kwiaty, drzewa, owoce, warzywa. A później zwierzęta siedzące i skaczące, ptaki fruwające, ryby złotem i srebrem połyskujące - cały nasz zachwycający świat, który Bóg stworzył słowo po słowie, a Pani Helena słowo po słowie nam o tym przeczytała.

A kiedy już cały świat stanął nam przed oczami, to Pani Helena jak gdyby podniosła głos, bo przyszło jej zreferować consilium Dei - boską naradę, kiedy to Trójca Przenajświętsza słowem wszystko stworzywszy, zapragnęła ukoronować swoje dzieło stworzeniem człowieka, zdolnego swoim słowem mądrości nad wszystkim panować, a swoim słowem modlitwy wyrazić Bogu wdzięczność. I zobaczył Bóg, że wszystko było bardzo dobre. A w tamten paschalny wieczór zobaczyliśmy to również i my.

A następnie Bóg odpoczął. A był to już dzień siódmy. I my też odpoczęliśmy. Nie, nie dlatego, żebyśmy byli zmęczeni, ale dlatego, że zobaczyliśmy, iż świat – to Boże dzieło stworzenia: niebiosa, ziemia i my sami - wszystko znajduje się w dobrych, Bożych rękach. Dobry, spokojny, nieco starczy głos babci Heleny nam o tym powiedział, a myśmy mu uwierzyli, i znaleźliśmy ukojenie dla dusz naszych.

A później śpiewaliśmy psalm. Chyba był piękny, ale nie pamiętam, bo w uszach jeszcze mi brzmiało: „i rzekł Bóg”, „i widział Bóg”. A po Wigilii Paschalnej podszedł ktoś do mnie i powiedział: „Jak ładnie Helena przeczytała czytanie”. I nikt ze słyszących nie zaprzeczył, tylko w ich oczach pojawił się jakiś poświt nostalgii po tym, co zobaczyli – słuchając. 

Dariusz Pielak SVD
blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2smodern