Image is not available
Równoleżnik M
o oddechach i szeptach świata
Image is not available
Równoleżnik M
BLOG, czyli świat według werbistów
Image is not available
Równoleżnik M
PODCAST, czyli o misjach inaczej
previous arrow
next arrow
Slider

PODCAST - najnowsze audycje

Słuchaj audycji także na: SoundCloud, Spotify, Apple Podcast, TuneIn i Stitcher.

Z cyklu "Wierzę i co dalej?"

Wiara to nie wołanie „Panie, Panie” (Mt 7, 21) i w tym samym czasie szukanie i czynienie własnej woli. Wiara staje się czymś niebezpiecznym, kiedy człowiek „stwarza” własną wizję Boga i skrupulatnie wprowadza ją w realia codziennego życia.

Wiara to poznawanie i wypełnianie woli Boga objawionego w Chrystusie. „Kto mnie zobaczył – mówi Jezus do Filipa – zobaczył także i Ojca” (J 14, 9). Chciałoby się powiedzieć, że sedno wiary to nie to, co się mówi – nasze słowa i uczynki to owoce wiary (J 14,12) – ale w Kogo wierzymy. Mamy dwie opcje: wiara w jednego prawdziwego Boga objawianego w Ewangelii (Mk 12, 29) albo wiara w osobiście „wypracowany” obraz Boga, który służy naszym potrzebom i ambicjom

„Przemijające” owce to wiara zbudowana na własnym obrazie Boga. Wiara natomiast zakorzeniona w Bogu objawionym w Ewangelii przynosi „trwale owoce” (J 15, 16). Człowiek jest słaby i grzeszny, a tym samym jego owce są niedojrzale i przemijające. Bóg natomiast jest pełnią i wiecznością, a tym samym Jego owoce nie są ograniczone ani czasem ani przestrzenią. 

Martin wypił kolejny łyk kawy. Przeglądał gazety. Nie był jednak zainteresowany tym, co było w nich napisane. Odczuwał potrzebę wyjścia do ludzi. Męczył się w murach własnego mieszkania i wypracowanych schematach i przyzwyczajeniach.

Chciał spotkać się i być z ludźmi. Szukał czegoś nowego. Potrzebował zmiany. Potrzebował nawrócenia, jak to sam określił. „On jest głęboko wierzącą osobą” – powtarzali natomiast znajomi i sąsiedzi, którzy często widzieli go na Mszy Św. i uczestniczącego w różnych modlitwach.

Martin dużo pomagał charytatywnie. A mimo tego miał wrażenie, że jego wiara umarła. „Potrzebuję czegoś nowego – często powtarzał. – Potrzebuję nawrócenia”. 

- Ale ty nie wierzysz w Boga – usłyszał dialog dwóch młodych kobiet siedzących przy sąsiednim stoliku. – Nie widzę ciebie w kościele.

- Wiara w Boga to nie chodzenie do kościoła – odpowiedziała nieco rozdrażnionym głosem druga kobieta. – Mam swojego Boga i to mi wystarczy.

- Co znaczy swojego Boga?

Zapadła chwila ciszy.

- Mój Bóg to Bóg, który mnie rozumie i ja Go rozumiem. Jest mi z nim dobrze i On wiele nie wymaga. 

Martin zapłacił rachunek i wyszedł z kawiarni. Wtopił się w tłum i ruszył przed siebie. „Mam własnego Boga i jest mi z nim dobrze” – słowa kobiety ciągle brzmiały w jego głowie.

- Gdzie iść? – Logika i narastający w nim niepokój postawiły proste pytanie. – Gdzie szukać Objawionego Boga?

Spotykam coraz większe grono ludzi, na różnych kontynentach, w tym są również katolicy, którzy wypracowali własny obraz i wizję Boga. I tym żyją. Nie ma On nic wspólnego z prawdziwym i jedynym Bogiem objawionych w Ewangelii - w Chrystusie, który jest z Nim jedno (J 10, 30). Zaobserwowałem wśród tych ludzi ciekawy fenomen. Im bardziej wierzą i wprowadzają własną wizję Boga w rzeczywistość, tym bardziej doświadczają i przeżywają pustkę, niepokoje, zwątpienie i depresję. W gruncie rzeczy oni uczynili bogami samych siebie. Im bardziej pogrążają się w tej fragmentarycznej wizji i interpretacji Boga - czyli „nie-boga” - tym bardziej przeżywają chaos. Innymi słowy, fragmentaryczny obraz Boga nie jest ani prawdą, ani drogą, ani życiem (J 14, 6), który czyni człowieka wolną osobą (J 8, 32). Taki obraz Boga nie ma mocy, aby zbawić duszę człowieka, ponieważ człowiek mocą umysłu, pragnienia i własnego wysiłku nie może zbawić sam siebie. 

Jedni świadomie i dobrowolnie to uczynili. Czyli świadomie wybrali i wypracowali własną fragmentaryczną wizję Boga. Takiego Boga, z którym jest im dobrze. Inni natomiast, zachwyceni egzystencją życia, skoncentrowani na sobie i dla siebie, zignorowali otrzymany dar poznania i doświadczenia Boga objawionego w Ewangelii. Można powiedzieć, wystarczy im „obraz” Boga promowany i narzucony przez otaczający tłum. Tłum, który odrzucił Słowo, które stało się Ciałem, Tego który przyszedł do „swojej własności” (J 1, 11). Tak wiec wiara to pytanie, w jakiego Boga wierzę? 

- Gdzie iść i gdzie szukać Objawionego Boga? – Martin zadawał sobie pytanie.

Samarytanie „wyszli z miasta i szli do Niego” (J 4, 30). Spotkali, słuchali i Go poznali.

Warto osobiście spotkać Chrystusa i posłuchać, co On mówi o swoim Ojcu, a naszym Bogu.

Janusz Prud SVD
Zawsze otwarci na znaki czasu staramy się kroczyć nowymi drogami,
jeżeli zapowiadają one większą skuteczność w wypełnianiu misyjnego nakazu.

KONSTYTUCJE SVD