main graphic

main graphic

Z cyklu "Wierzę i co dalej?"

Często i raczej nieświadomie stajemy się ofiarami własnych schematów myślowych. Ktoś pewnie powie, że to bzdura, przecież musimy postępować według jakiś zasad i praw. Mnie chodzi jednak o schematy, które funkcjonują w perspektywie linearnego myślenia: przyczyna – skutek. Wstanę rano, dla przykładu, to zdążę do pracy. Będę uczył się pilnie to osiągnę dobre wykształcenie, a to zapewni mi dobrą pracę, dobrobyt i prestiż. Innymi słowy - jeden dodać jeden zawsze równa się dwa.

Logika kultury Zachodniej jest zdominowana perspektywą takiego myślenia. Zadaję sobie pytanie, czy w takim schemacie myślowym człowiek może poznać prawdziwego Boga, prawdę o sobie i prawdę o drugim człowieku? 

Wiemy, że intymna relacja miłości jest jedyną i prawdziwą rzeczywistością poznania Boga, siebie i drugiego człowieka. Nie można tego osiągnąć w perspektywie "przyczyna - skutek". Dla przykładu, ktoś powie: "kocham cię, ponieważ ty mnie kochasz". Albo czy matka kocha swoje dziecko tylko dlatego, że jest kochana przez to dziecko? Czy Bóg kocha kogoś tylko i wyłącznie dlatego, ponieważ jest dobrym i sprawiedliwym człowiekiem oraz pomaga innym. A w Ewangelii św. Mateusza (Mt 9,13) Chrystus mówi: "przyszedłem szukać grzeszników a nie sprawiedliwych". Ponadto, Bóg pokazał swą wielką miłość do człowieka „przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” (Rz 5,8). Zatem intymna miłość Boga nie funkcjonuje według schematu "przyczyna – skutek": jesteś dobry, to cię kocham. Do cudzołożnicy mówi Chrystus: “I Ja ciebie nie potępiam, idź, a od tej chwili już nie grzesz" (J 8,11).

Tak więc, wiara w Boga - intymna relacja miłości - to coś więcej niż obracanie się wokół i według wypracowanych schematów myślowych. W przeciwnym razie zubażamy prawdziwe oblicze Boga objawionego w Chrystusie do kategorii mądrości tego świata. Zubażamy Jego Obraz i Podobieństwo zapisane w naturze człowieka - godność - do perspektyw i schematów myślowych tego świata. 

Martin szybkim ruchem szarpnął klamkę bramki i wybiegł na ulicę. Było ciemno. Latarnie uliczne wyglądały jak umarłe drzewa rozstawione wzdłuż drogi. Totalna ciemność. Martin dobrze znał tę część miasta. Szybkim krokiem ruszył przed siebie. Wtopił się w ciemność. Czuł się w niej bezpieczny. Był po prostu nierozpoznawalny. Potrzebował tłumu, jego bezosobowego oblicza, aby ukryć się przed samym sobą. Czuł jak brud i nędza popełnionego grzechu niszczą w nim wszelkie dobro i piękno - godność - które nadawały sens jego życiu. Czuł przeogromny ciężar grzechu na sobie. 

- Ciągle to samo - powtarzała logika. - Idziesz do Boga, aby po raz kolejny prosić Go o przebaczenie? 

Martin milczał. Nie podjął dialogu z własną logiką. Czuł się totalnie zdruzgotany. Tyle razy to samo, ten sam grzech. Wiele razy – chciałoby się powiedzieć, tysiące razy – Bóg przebaczał mu jego grzechy. Tyle samo razy postanawiał poprawę. I kolejny upadek.

Usłyszał dzwony. Za rogiem ulicy był kościół. Często wchodził do niego na modlitwę. 

- Nie myśl o tym - logika stanowczo zaprotestowała głosowi serca. - Nie myśl, aby wejść do Kościoła i prosić Boga o przebaczenie. 

Martin zatrzymał się. Drzwi kościoła były uchylone. Głos serca krzyczał wręcz, aby wszedł.

- Nie graj sobie z Bogiem - logika zarzucała mu zakłamanie. - Nie jesteś godny tego miejsca. Nie możesz bezustannie wracać i wracać, aby nadużywać Miłosierdzia Boga. 

Martin szybkim krokiem ruszył przed siebie. W tej samej chwili zapaliły się przydrożne latarnie. 

- Przepraszam, czy jest gdzieś tutaj kościół - głos młodej kobiety wyrwał Go z przygnębienia. - Potrzebuję Boga.

- A kto Go nie potrzebuje - powiedział sam do siebie. - Po co pani Bóg? - rzekł na głos nie potrafiąc kontrolować własnych myśli i uczuć.

Szybko przeprosił i palcem wskazał kościół. Śledził jej sylwetkę do chwili, kiedy zniknęła w drzwiach świątyni. Po chwili ruszył w jej kierunku. Wszedł do kościoła i ukląkł w ostatniej ławce. Nawet nie podniósł głowy. 

- Proszę przebacz moje grzechy - usłyszał odważny i pełny zaufania szept własnego serca. Potem zatopił się w modlitwie.

Wówczas zdarzyło się coś dziwnego. Poczuł jakby czyjaś dłoń uwolniła jego myśl i uczucia z ciężaru poczucia winy. W tej samej chwili poczuł się wolny. Radość wypełniła jego duszę, serce, ciało i rozum. Logika milczała. W ciszy kontemplowała przeżywane doświadczenie. Czuła się wolna. Rozpoznała nowe perspektywy szukania i poznania Boga, prawdy o sobie i drugim człowieku. Logika wybrała Boga.

Martin, znał swój grzech i już się nie bał. Wiedział, gdzie prosić Boga o przebaczenie. Przystąpił do sakramentu spowiedzi w poczuciu miłości i dla miłości. 

Wychodzenie ze schematów linearnego myślenia "przyczyna - skutek" to ciągle przebudzenie się w wierze i wybory prawdziwego oblicza Boga. To wybory prawdy o sobie i drugim człowieku. To wybory sprawiedliwości, pokoju i radości w Duchu świętym (Rz 14, 17). 

Samarytanie opuścili własne rodziny, domy, pracę, wszystko, co nadawało sens ich dotychczasowemu życiu (J 4, 30). Wyszli, zostawili za sobą schematy codziennych przyzwyczajeń i nawyków. W poczuciu wolności i w pełni świadomi wyruszyli na spotkanie z Chrystusem. W Nim i z Nim pragnęli poznać Boga i prawdę o sobie.

Janusz Prud SVD
blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2smodern