Świat według werbistów

BLOG

Wiara staje się 'Ciałem', a czyn staje się wiarą

W pierwszej części cyklu o wierze, zatytułowanej „Wierzę i co dalej”, skupiliśmy się nad korzeniami wiary. Padło proste pytanie: skąd bierze się i w jaki sposób rodzi się wiara w życiu człowieka? Święty Paweł wyjaśnia, że wiara rodzi się ze słuchania, a tym, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10, 17).

Ponadto poznaliśmy, że osobiste słuchanie słów Chrystusa prowadzi do poznania prawdziwej natury Boga, co wyraża się w słowach: „wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata” (J 4, 42).

Częste i regularne słuchanie Chrystusa sprawia, że wiara staje się „Ciałem” w Tobie, a Twoje czyny stają się wiarą. Innymi słowy, słowo Chrystusa staje się Ciałem i zamieszkuje w Twoim sercu, umyśle, mocy i duszy. W tym Słowie rozpoznajesz i przeżywasz chwałę Boga (J 1, 14). W ten sposób poznajesz siebie. Poznajesz prawdę o samym sobie, ponieważ przez to Słowo – Chrystusa - wszystko się stało (J 1, 3). Tym samym wychodzisz poza schematy logiki i intelektualnych rozważań o wierze. Żyjesz wiarą, ona staje się „Ciałem” w Tobie. Wiara przestaje być obowiązkiem czy krzyżem. Staje się raczej radosnym przeżywaniem chwały Ojca, która objawia się w Chrystusie.

W nowym cyklu rozważań o wierze, który nazwałem „Wiara staje się ‘Ciałem’, a czyn staje się wiarą” przypatrzymy się postaci Bartymeusza (Mk 10,46-52), jego historii i doświadczeniu.

Był człowiekiem niewidomym, najprawdopodobniej biednym, ponieważ codziennie siadał przy drodze, aby żebrać. Wie, kim jest Chrystus, gdyż woła do Niego słowami „Jezusie synu Davida” (Mk 10, 47). Osobiste spotkanie z Bogiem i wyznanie pragnienia serce całkowicie odmieniło jego życie. Przejrzał, ponieważ z wiarą o to prosi Boga. Wiara stała się „Ciałem”. Przejrzał i poszedł za Chrystusem. Jego czyn stał się wiarą - „szedł za Nim drogą” (Mk 10, 52).

W tym miejscu podzielę się moim doświadczeniem spotkania się z Bartymeuszem. Było to w Nairobi, stolicy Kenii. Brałem udział w kilkutygodniowym seminarium poświęconym odnowie ducha życia zakonnego i misyjnego. Pojechałem tam, aby ożywić w sobie zapał i entuzjazm życia misyjnego. Pracowałem wtedy w Botswanie.

W czasie trwania seminarium odprawiliśmy tak zwane rekolekcje prowadzone. Każdy z nas miał swego duchowego przewodnika. Ze swoim spotykałem się każdego poranka. Dzieliłem się refleksjami, po czym on wyznaczał mi do medytacji kolejne fragmenty z Ewangelii. Całe dnie spędzałem nad Pismem Świętym. Skrupulatnie zapisywałem przemyślenia.

Minęły cztery dni. Ogarnął mnie pewnego rodzaju marazm i smutek intelektualnego spotkania z Bogiem. Byłem zdecydowany zrezygnować z rekolekcji. Podzieliłem się moim doświadczeniem z przewodnikiem duchowym i otrzymałem kolejne trzy teksty do rozważania. Wróciłem do mego pokoju, otworzyłem Pismo Święte na fragmencie z Ewangelii św. Marka 10,46–52 i zacząłem czytać. Wziąłem długopis do ręki. Byłem gotowy, aby zapisywać, jak samo to określałem, swoje „złote myśli”. Szybko jednak odłożyłem długopis. Wstałem i przez chwilę chodziłem po pokoju.

- Ślepy Bartymeusz – powtarzałem.

Otworzyłem szafę i przez chwilę grzebałem w ciuchach. W końcu wyjąłem koszule z długim rękawem. Zawiązałem sobie oczy. Grałem ślepca. Przez długą chwilę, około 30 minut, chodziłem po pokoju w wyciągniętymi rękoma. Uczyłem się miejsca mego zamieszkania. Potem usiadłem za biurkiem i zacząłem palcami czytać Ewangelię św. Marka.

Czytałem bez większego entuzjazmu. Szybkimi ruchami palców przemierzałem strony Biblii. W pewnym momencie moje palce zamarły w bezruchu. Przeczytałem, że niewidomy człowiek został uzdrowiony. Szybko wróciłem do tego momentu. Szukałem, kto tego dokonał. Chciałem wiedzieć, kto miał moc, aby uzdrowić człowieka ze ślepoty. Jezus – takie było Jego imię.

Z pewnego rodzaju zniecierpliwieniem i zarazem podnieceniem zacząłem czytać wszystkie Ewangelie. Chciałem wiedzieć, kim był Chrystus. W Nim była moja nadzieja. Pamiętajcie, grałem ślepca.

Zapraszam więc do nowej przygody i kolejnych kroków poznawania swojej wiary. Już niebawem pierwszy odcinek cyklu „Wiara staje się ‘Ciałem’, a czyn staje się wiarą”.

Janusz Prud SVD, Filipiny
Zawsze otwarci na znaki czasu staramy się kroczyć nowymi drogami,
jeżeli zapowiadają one większą skuteczność w wypełnianiu misyjnego nakazu.

KONSTYTUCJE SVD