Świat według werbistów

BLOG

W rodzinnych stronach św. Józefa Freinademetza

Dwa lata temu udało mi się być w Tyrolu, w miejscach związanych z życiem św. Józefa Freinademetza. Było to możliwe dzięki spotkaniu zonalnemu Katolickiej Federacji Biblijnej, które miało miejsce w starym klasztorze augustynianów w pobliżu włoskiego miasta Bressanonne. W czasach, kiedy miasto należało do Austro-Węgier, nazywało się Brixen. Miasteczko to było jednocześnie stolicą biskupią.

Bressanone to urokliwe, nieduże miasteczko w górach Tyrolu. W jednym z kościołów w centrum znajduje się ołtarz upamiętniający naszego świętego misjonarza. Mieliśmy również możliwości odwiedzenia seminarium, gdzie się uczył, a konkretnie przepięknej, barokowej czytelni seminaryjnej, gdzie kleryk Józef spędził z pewnością niejedną godzinę.

To właśnie w Bressanone odbyła się słynna rozmowa św. Arnolda z arcybiskupem Gesserem na temat przeznaczenia o. Józefa na misje. Miał on powiedzieć: „Jako biskup Brixen nie wyrażam zgody, ale jako biskup katolicki – zgadzam się”. Piękny przykład dla hierarchów po dziś dzień.

W Bressanone ciekawa była wizyta w czymś, co można by nazwać „domową restauracją”. Samo miasteczko jest położone w dolinie, na stokach której, powyżej miasta, znajdują się budynki starych gospodarstw. Jak w wielu innych krajach, drobne rolnictwo indywidualne w zasadzie już przestało istnieć. Domy służą często innym celom – tamten konkretny został przeznaczony na potrzeby tradycyjnej miejscowej gastronomi, z zachowaniem historycznego kolorytu.

Stoły zostały ustawione w przestronnej izbie. Na ścianie duży krzyż. I co najbardziej mnie zdziwiło – na suficie znajdowała się rzeźba Ducha Świętego. Od razu przypomniały mi się rzeźby Ducha Świętego ze Steylu z napisem „Pod Twoimi świętymi skrzydłami żyjemy”. Piękna tradycja. Taka sama rzeźba znajduje się w domu rodzinnym św. Józefa Freinademetza.

frdmtz ois02 minKompleks wokół domu rodzinnego św. Józefa Freinademetza (fot. za www.freinademetz.it)

frdmtz ois02 minOkolica domu rodzinnego św. Józefa Freinademetza (fot. za www.freinademetz.it)

Dosyć dużym zaskoczeniem było, że chociaż znajdowaliśmy się na ziemi, która od stu lat jest włoska, to jednak przetrwał tam i język niemiecki i elementy kuchni niemieckiej. Miejscowi ludzie twierdzą, że kultura włoska panuje bardziej w dolinach, natomiast na stokach gór raczej niemiecka. Dlatego też nie powinno dziwić, że nazwisko Włocha, z którym Jerzy Kukuczka przegrał „o włos” Koronę Himalajów, a który posiada muzeum w Bressanone, brzmi... Reinhold Messner.

Ale przygoda z rodzinnymi stronami św. Józefa Freinademetza nie byłaby pełna bez odwiedzenia jego domu rodzinnego. Jest on położony, jak klasyczne góralskie gospodarstwo, na stoku góry. Widoki zapierają dech w piersiach! Niech za wskazówkę posłuży jedynie fakt, że w sąsiedniej dolinie znajduje się słynny włoski kurort Cortina d’Ampezzo.

Ironicznie zabawny jest fakt, że - jak już wspomniałem - funkcjonuje już niewiele gospodarstw indywidualnych. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu nieźle funkcjonuje natomiast bezpośredni sąsiad domu-sanktuarium św. Józefa. Posiada on dosyć pokaźne stado krów, przez co na brak wiejskich zapachów nie ma co narzekać. Ale przecież właśnie w takich klimatach wyrósł nasz święty: praca przy sianie i przy obrządku, szkoła w znajdującym się w dolinie miasteczku, wspólna modlitwa przy ołtarzyku Maryi z dzieciątkiem.

Zaskakują fotografie z okresu dzieciństwa i młodości Józefa. Skupiony, poważny, jakby ponad wiek dojrzały, z duszą pogrążoną w myślach, dla nas niedostępnych, ale głębokich, które zawiodły go z pewnością do seminarium, potem do Steylu, a później do dalekich Chin, gdzie szczątki jego pozostały na zawsze.

Ważnym dniem dla sanktuarium był 5 sierpnia 2008 roku, gdy przebywający na wakacjach w tamtych okolicach papież Benedykt odwiedził sanktuarium i modlił się w nim za Kościół w Chinach.

Sanktuarium dysponuje pokojami, w których mogą zatrzymywać się zarówno grupy jak i indywidualni pielgrzymi. Współbracia werbiści mogą zatrzymać się tam na specjalnych warunkach. I tutaj pojawił się pomysł, by zorganizować tam rekolekcje. Pamiętam, kiedy w nowicjacie słyszałem po raz pierwszy owe, jakby magiczne, nazwy „Steyl” i „Oies” to wydawały mi się one jakby świętymi Mekkami, miejscami nieosiągalnymi dla zwykłego śmiertelnika. A teraz są na wyciągnięcie ręki.

Dariusz Pielak SVD, Rosja

frdmtz ois02 minKaplica w domu rodzinnym św. Józefa Freinademetza (fot. za www.freinademetz.it)

Zawsze otwarci na znaki czasu staramy się kroczyć nowymi drogami,
jeżeli zapowiadają one większą skuteczność w wypełnianiu misyjnego nakazu.

KONSTYTUCJE SVD