Świat według werbistów

BLOG

Misja w cieniu wojny (część 6)
O. Adam Kruczyński SVD przed kościołem w Strudze (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

Misja w cieniu wojny (część 6)

Struga i Nowa Uszyca

Do Strugi przyjeżdżamy około południa, 16 maja. Wita nas proboszcz, o. Adam Kruczyński SVD. Po misjach w Papui-Nowej Gwinei, gdzie przepracował 15 lat, po pokonaniu problemów zdrowotnych, w 1999 roku trafia na misję w Ukrainie. Przyjeżdża tam jako trzeci z kolei werbista. Jest osiem lat po odzyskaniu niepodległości przez to państwo. To ważny czas, kiedy wielu księży z Polski przyjeżdżało na Ukrainę. Próbowano odnowić struktury kościelne, które w czasach głębokiej komuny były prawie doszczętnie zniszczone.

Korzystamy z okazji i wypytujemy o „epokę” zanim trafiły tu siostry i werbiści.

– W czasach komuny starano się zamykać kościoły, choćby ten tu, w Strudze, pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Dwa razy był zamykany. Pierwszy raz w 1936 roku na rok. I później, po roku, w 1938, znowu był zamknięty aż do zakończenia wojny. Podobnie w Uszycy, gdzie jak przyjechałem, to byłem proboszczem. Był tam piękny, neogotycki kościół, zbudowany przez Polaków. W czasach komunistycznych został zamieniony na stację paliw, w której postawiono silnik spalinowy. Praca tego silnika przez lata, smary, opary, zniszczyły całkowicie ten sakralny. budynek. Później go rozebrano i nic nie zostało. Dopiero jak Ukraina odzyskała niepodległość rozpoczęto budowę nowego kościoła, który był konsekrowany w 2004 roku – opowiada.

Gospodarz pokazuje nam teren. Kościół jest świeżo odmalowany z zewnątrz. Ogrodzenie również. O. Adam śmieje się, że malowali je 1 maja oddając szacunek tradycji pracy. Dowiadujemy się, że z jego uzbieranej emerytury położył ostatnio kostkę między kościołem, a budynkami gospodarczymi. W garażu stoi nowy generator, który dostał z Polski na czas wojny. Był już używany i służył, aby zapewnić prąd w kościele i na plebanii.

mwcw6 02O. Adam Kruczyński SVD w swoim pokoju i biurze parafialnym w Strudze (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

Idziemy zobaczyć „pokój biskupa” i skromne lokum o. Adama. Przy łóżku skromne biurko i szafka. Na niej wiszą zdjęcia o. Generała i Prowincjała Polskiej Prowincji. Obok zdjęcie o. Mariana Żelazka z modlitwą o beatyfikację. Kolejno, obrazek ze świętymi zgromadzenia. Naklejka z Matką Bożą Częstochowską. Przy lampce leży krzyż misyjny i brewiarz.

Po wizycie w skromnej plebanii przysiadamy w ogrodzie, aby dowiedzieć się więcej o historii tych ziem w ostatnich dziesięcioleciach.

– Jak to się stało, że pomimo komunizmu i ciężkich czasów, wiara u tutejszych mieszkańców przetrwała? – zapytuje o. Vaclav.

– To, że Kościół ostał się na tutejszej ziemi zawdzięczamy niesamowitej łasce Bożej. Wiara tego ludu była tak mocna, że komunizm nie był w stanie jej zniszczyć. Księża, którzy tu pracowali i tu pozostali, byli bohaterami dla ludzi. Niestety większość z nich została albo aresztowana, albo wywieziona gdzieś na Syberię. Tutaj, do tego kościoła, regularnie, raz, dwa razy na miesiąc, przyjeżdżał ks. Jan Olszański. Później został naszym biskupem diecezji kamieniecko-podolskiej. Do tej pory znajduje się tutaj taka jego mała komnatka, w której się zatrzymywał. Jeden drugiemu podawał, że ksiądz przyjeżdża – wyjaśnia.

Za chwilę pojedziemy odwiedzić budynek cechu i zobaczyć pracę kobiet, które szyją bieliznę dla żołnierzy, o których pisałem już wcześniej. [czytaj: “Wrogom życzymy śmierci i cierpień”]

Do Nowej Uszycy jedziemy, aby odwiedzić trzeciego werbistę pracującego w Ukrainie. Po tym, jak natrafiliśmy na pogrzeb ukraińskiego żołnierza [czytaj: “Pogrzeb”], zmierzamy do parafii pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego, gdzie od 1 grudnia 2022 roku pracuje o. Józef Gwóźdź SVD.

Zastajemy go, jak krząta się przy bocznym wejściu do kościoła. Jeden z pracowników wylewa właśnie beton na schody. Przechodzimy z trudem na plebanię, która scalona jest z kościołem. Na górę prowadzą bardzo strome schody. Kapłan wspomina o wsparciu, które otrzymał z generalatu na podreperowanie tej niebezpiecznej konstrukcji. Naprawdę trzeba mocno trzymać się poręczy, aby wejść i zejść z tych schodów.

Okoliczności przybycia o. Józefa na Ukrainę wiążą się z dwoma duchowymi wydarzeniami. O. Józef z ludźmi z Ukrainy, dotkniętymi doświadczeniem wojny, po raz pierwszy spotkał się w swojej rodzinnej, tarnowskiej diecezji. Poznał historie wielu osób, których dotknęła wojna. Jak tylko otrzymał propozycję pracy w Ukrainie, po dwóch dniach i jednej nocy, pozytywnie odpowiedział przełożonym. Miał swoje plany, bo był po studiach, ale poczuł, że to jest kolejne wezwanie w jego misyjnej służbie.

mwcw6 02O. Józef Gwóźdź SVD w kościele w Nowej Uszycy. W tle tablica pamiątkowa poświęcona o. Markowi Wójcikowi SVD (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

– Kiedy tutaj przyjechałem, zrozumiałem skąd się wzięło to wezwanie. Tutejsi parafianie, kiedy zostali bez księdza. Po tragicznej śmierci o. Jerzego Czarneckiego SVD, bardzo żarliwie modlili się o kapłana. Jak tu przyjechałem, a od ośmiu miesięcy trwała już wojna, to ludzie opowiadali, jak im było ciężko. Nie było prądu, wszędzie ciemno, a najgorsza ciemność wynikała z braku kapłana. Kościół był zamknięty, a msza sprawowana była tylko raz na tydzień lub nawet dwa tygodnie – opowiada o. Józef.

O. Józef wspomina jeszcze drugie ważne wydarzenie. Trzy miesiące przed przybyciem na Ukrainę, brał udział we mszy w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Była to msza w 20. rocznicę zawierzenia ludzkości Bożemu Miłosierdziu. Podczas tej mszy abp Marek Jędraszewski poświęcił tzw. „Dzwon Nadziei”, który był darem dla Winnicy w Ukrainie.

– Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że sam trafię tak blisko tego miejsca (116 km). Po tym, jak biskupi ukraińscy w pierwszą niedzielę Adwentu 2022 roku ogłosili Rok Bożego Miłosierdzia w kościele ukraińskim, zapragnąłem pójść tą drogą. Poprosiłem Referat Misyjny w Pieniężnie o pomoc i dzięki wsparciu o. Wiesława Dudara SVD, sprowadziliśmy obraz Jezusa Miłosiernego. Kult Bożego Miłosierdzia od razu się ożywił. Ludzie  przychodzili wypraszać zakończenie wojny i nastanie pokoju w Ukrainie. Jest grupa, która zbiera się tu o 15.00 i modlą się na kolanach. To zmobilizowało mnie do kolejnego kontaktu z Łagiewnikami, skąd otrzymałem w darze dwa kolejne obrazy: św. Faustyny Kowalskiej i św. Jana Pawła II – wspomina.

Był na specjalnej mszy w Łagiewnikach. Potem obrazy trafiły do Nowej Uszycy, gdzie w bocznej nawie, powstała swego rodzaju kaplica Bożego Miłosierdzia. Codziennie w Godzinie Miłosierdzia wystawiony jest Najświętszy Sakrament. Płynie modlitwa o ustanie wojny i nastanie pokoju.

O. Vaclav Mucha SVD prowokuje pytanie o podstawowe zadanie werbistów na tych ziemiach. Na Zachodzie myśli się, że Wschód to tylko prawosławie.

– Kościół katolicki jest już na tych terenach od wieków – wyjaśnia misjonarz. – Wiemy, że przez ostatnie dziesięciolecia rugowano wiarę na tych terenach. Czas wielu wojen, stalinizm, komunizm - to w znaczny sposób uderzało w Kościół. Wielu kapłanów i wiernych przesiedlono na Syberię, a ci co pozostali, pielęgnowali w różny sposób swoją wiarę. Kościół jednak przetrwał i moją obecność teraz widzę tutaj, aby być z ludźmi i umożliwiać im kontakt z Bogiem. Tutejsze wspólnoty są mniejsze niż prawosławne, ale jednak ci ludzie są. Dowodem na konieczność naszej obecności jest prawdziwa radość ludzi, kiedy mogą przebywać z kapłanem. Stąd nasza misja, moja misja jako werbisty, to bycie misjonarzem Słowa i skoro jestem księdzem, to sprawowanie sakramentów – przekonuje.

mwcw6 02Kaplica Bożego Miłosierdzia w kościele w Nowej Uszycy (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)

Idziemy do bocznej kaplicy Miłosierdzia Bożego. Po lewej stronie wisi wygrawerowana tablica z twarzą pracującego tu misjonarza.

– O. Marek Wójcik SVD niezwykle zapisał się tutaj bliskością z wszystkimi ludźmi. Miał dobry kontakt z prawosławnymi, niewierzącymi. Grupa motocyklistów go zapraszała. Opiekował się polskimi cmentarzami. Pomagał biednym. Na początku wszędzie, gdzie nie poszedłem, słyszałem o nim dobre słowo. Na ostatniej mszy rocznicowej było wielu ludzi – wspomina o. Józef.

Zastyga na chwilę, pokazuje mi puste miejsce poniżej tablicy.

– Tu będę chciał zrobić tablicę pamiątkową dla o. Jerzego Czarneckiego SVD. To mój poprzednik. Tragicznie zginął w wypadku samochodowym. Wracał nocą z posługi kapłańskiej. Modlił się z ludźmi na drodze krzyżowej. On też tu ofiarował swoje serce i pracował z ludźmi. Cenili go za prostotę i wierność liturgii. Tu w tej kaplicy modlimy się za obydwu. Zawsze o nich pamiętamy w Koronce do Bożego Miłosierdzia – wyznaje proboszcz Nowej Uszycy.

Naszą wizytę kończymy tradycyjnym obiadem, na którym pojawiają się wszyscy trzej werbiści pracujący w Ukrainie. Bardzo mnie cieszy jedność i relacje, które pielęgnują.

 Krzysztof Kołodyński SVD, Polska

 


  Czytaj inne teksty w cyklu "Misja w cieniu wojny":

    Gdy brakuje łez, płacze dusza
    Nie jesteśmy dla nich braćmi
    Pogrzeb
    Wrogom życzymy śmierci i cierpień
    Niech Bóg zabierze strach, a da pokój
    Wierzbowiec i Oazy z Bogiem