main graphic

main graphic

Nie wiem, czy bardziej poddałem się temperaturze czy pogłoskom o jej wpływie na ludzką aktywność. Jakiś związek być musi. Ale bez żalu z mojej strony. Blogosfera, serwisy informacyjne i cała reszta medialnego świata produkują dziennie miliardy słów na tematy, o których wczoraj nie mieliśmy pojęcia, jutro zaś nie będziemy o nich pamiętać. Taka natura tego biznesu.

Tym bardziej cieszy mnie, że poprzedni tydzień mogłem spędzić nad Słowem, które dziwnym trafem nie chce się poddać regułom medialnego rynku. Trwa niezmienione a jednocześnie jest zawsze nowe. Przez siedem dni z małą grupą siedmiu osób czytaliśmy i medytowaliśmy tekst Kazania na górze.

W czasach, gdy my szliśmy do Pierwszej Komunii Świętej, najpopularniejszymi prezentami były: rower, zegarek i aparat fotograficzny. Dostałem je wszystkie trzy. Najmniejsze wrażenie zrobił na mnie aparat fotograficzny. Był to popularny wówczas radziecki produkt o nazwie Smiena 8M. Już następnego dnia trafił na dno szuflady.

5 lat później na jednej z pierwszych lekcji ZPT (zajęcia praktyczno-techniczne) nasz nauczyciel oznajmił, że będziemy budować karmniki dla ptaków. Oczywiście dotyczyło to tylko chłopców, bo dziewczyny miały swoje zajęcia (błogosławione czasy, gdy nikt jeszcze nie słyszał o gender). Alternatywą miało być robienie zdjęć, ale mogli skorzystać z niej tylko ci, którzy posiadali aparaty fotograficzne. I wtedy przypomniałem sobie o mojej Smienie. Nie dlatego, żebym miał coś przeciwko ptakom, ale chciałem spróbować czegoś ambitniejszego. Jeszcze tego samego dnia wypożyczyłem ze szkolnej biblioteki podręcznik do nauki fotografii. I wkrótce zacząłem robić zdjęcia.

Zdarzyło się to w Livingstone w Zambii. Prowadziłem warsztaty na temat HIV/AIDS. Pewnego popołudnia podszedł do mnie młody człowiek i zadał pytanie,

- Co to jest Prawda?
- Mogę ci powiedzieć, ile jest 2+2 – odpowiedziałem i po chwili dodałem. – Jeżeli chodzi o Prawdę, tego ci nie mogę powiedzieć.
- Dlaczego? – przerwał mi w wpół słowa. – Nie możesz mi tego odmówić.
- Ja nie odmawiam – wyjaśniłem. – Z Prawdą jest tak, że tylko ty sam osobiście możesz Jej doświadczyć i poznać.

Z rysów jego twarzy wyczytałem, że nie bardzo rozumiał mój tok myślenia, więc dodałem:

- Ja jedynie mogę podzielić się moim doświadczeniem poszukiwania i tym samym zainspirować i zachęcić cię do osobistego poszukiwania.

Chwilę patrzył mi w oczy, spuścił głowę i odszedł bez słowa.

W naszych werbistowskich staraniach o podkreślenie znaczenia słowa Bożego powraca niekiedy w różnych kontekstach kwestia zaznaczenia swego rodzaju równowagi pomiędzy Jezusem Chrystusem obecnym w Eucharystii i obecnym w swoim słowie. Z jednej strony istnieje swego rodzaju symetria. Mamy przecież dwie części Mszy świętej: liturgię słowa i liturgię Eucharystii. Dla każdej z tych liturgii przeznaczony jest oddzielny „stół-ołtarz”.

Pismo święte doznaje też czci: często procesyjnie wnosimy Ewangeliarz i błogosławimy nim, a „ołtarz słowa”, czyli ambonkę wyposażamy w dodatkową półkę z przodu lub dostosowujemy górną część, by po liturgii położyć tam słowo Boże, oddając mu tym samym cześć i lepiej je eksponując. Z drugiej jednak strony kwestia pewnego zrównoważenia pomiędzy czcią słowa Bożego i czcią Najświętszego Sakramentu nie jest unormowana i pozostaje raczej w gestii entuzjastów.

Chrzest Polski - fresk

Media donoszą, że w Polsce będzie nowe święto państwowe: Święto Chrztu Polski. Będzie ono obchodzone 14 kwietnia (więcej tutaj). Wydaje się, że nawet tsunami hejtu nie stanie na drodze tej pięknej decyzji. Już się cieszę na to nowe święto. A dlaczego się cieszę? Bo byłem jednym ze zwolenników upamiętnienia „geburtstag’a” Polski.

A wszystko zaczęło się gdzieś chyba w 2008 roku. Na Dworcu Centralnym w Warszawie było stoisko z książkami. Zainteresowała mnie „Kronika” Galla Anonima. Ciągle się o niej mówi, cytuje się ją, ale chyba mało się ją czyta. Wydanie było proste i tanie, kosztowało chyba 23 złote. Kupiłem. Otwieram. Czytam. Nagle szok: Mieszko urodził się ślepy! Wzrok odzyskał w siódmym roku życia nagle, bez niczyjej pomocy, w jakiś cudowny sposób. Nic o tym nie wiedziałem.

Żniwa ryżu na Bali

Przeciwstawienie wielkości żniwa małej ilości żniwiarzy przypomina pojedynek Dawida z zabójczym Goliatem. Znamy zakończenie biblijnego pojedynku. Ale i wiemy, że w tak zwanym życiu często maluch nie ma szans z wielkoludem. Osiedlowy blaszak przegra w końcu z kolejnym hipermarketem. Kredytobiorca z bankiem. Głos rozsądku z „mądrością” tłumu.

Gdyby pójść tą drogą, można by sobie wytłumaczyć słowo Ewangelii jako proste stwierdzenie, że roboty nie przerobisz. Więcej: nawet się nie porywaj, człowieku, na to ewangeliczne żniwo, bo raz – nie za bardzo wiesz, co się za tym słowem kryje, a dwa – cóż byś chciał wobec takiego bezmiaru zdziałać dwoma rękami?

Przeglądaj wg autorów

NEWSLETTER

Chcesz otrzymywać powiadomienia o najciekawszych tekstach?