Rozważania do czytań mszalnych
17. Niedziela Zwykła, rok C
| Pierwsze czytanie: Rdz 18,20-32 Drugie czytanie: Kol 2,12-14 Ewangelia: Łk 11,1-13 |
Ewangelia na 17. Niedzielę zwykłą przekazuje nam naukę Jezusa na temat modlitwy. Jezus się modli i ten widok sprawia, że uczniowie proszą Go, aby również ich nauczył się modlić. Jezus uczy ich, aby zwracali się do Boga jak do ojca i Jemu ufali, bo tak jak ojciec troszczy się o swoje dzieci, tak Bóg zatroszczy się o tych, którzy się do niego zwracają.
Dalej Jezus pokazuje, że Bóg jest nie tylko Ojcem, ale także przyjacielem, który nie ma nic przeciwko temu, by mu przeszkadzać nawet w środku nocy. Najwyższym zaś darem Boga wypływającym z modlitwy jest dar, Ducha Świętego, który prowadzi nas przez życie drogą samego Boga.
Modląc się jak Jezus
Modlitwa „Ojcze nasz”, którą najczęściej odmawiamy, jest dłuższą wersją tej którą usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii i znajdziemy ją Ewangelii św. Mateusza (Mt 6,9-15). Różne też są okazje, kiedy Jezus uczy swoich uczniów tej modlitwy. I tak, u Mateusza jest ona częścią Kazania na Górze (Mt 5-7), gdzie Jezus podkreśla centralne miejsce modlitwy w nowym sposobie życia, który nakreśla swoim uczniom. W Ewangelii Łukasza pojawia się ona w kontekście podróży Jezusa do Jerozolimy, podkreślając znaczenie modlitwy dla chrześcijanina, który idzie z Jezusem i uczy się, jak być uczniem. W obu przypadkach modlitwa jest ważna i to Jezus uczy nas modlić się i sprawia, że wchodzimy w relację, jaką On ma ze swoim Ojcem.
W Ewangelii według św. Łukasza często spotykamy modlącego się Jezusa. Widzimy Go modlącego się po chrzcie (Łk 3,21-22), po dniu pracy (Łk 4,42-43; 5,15-16), przed wyborem apostołów (Łk 6,12-16), przed przemienieniem (Łk 9,28-36) i po powrocie siedemdziesięciu dwóch uczniów (Łk 10,21-24). Przy chrzcie widzimy, że Duch Święty zstąpił i kieruje go na pustynię, na modlitwę. Następnie spotykamy Jezusa, który pod koniec dnia czuje potrzebę powrotu do Tego, który Go posłał, aby podziękować Mu za to, do czego Go uzdolnił i wskazuje mu pole dalszego działania. W tym wszystkim widzimy, że czas modlitwy pozwala mu również dokonać właściwego wyboru najbliższych towarzyszy, a w momencie przemienienia pomaga mu wejść w plan zbawienia Bożego, który miał urzeczywistnić w Jerozolimie w swoim cierpieniu, umieraniu i zmartwychwstaniu. Udana misja siedemdziesięciu dwóch uczniów sprawia, że Jezus wraca do modlitwy, aby podziękować Temu, któremu należy podziękować.
Te i inne momenty modlitwy Jezusa, o których będzie mówił później Łukasz (Łk 22,15-20; 22,31.39-46), uczą nas, że modlitwa jest dla Jezusa ważnym i naturalnym ćwiczeniem. W modlitwie Jezusa widzimy pewną zażyłość z Bogiem, która sprawia, że modli się w sposób, który nie był powszechny. Bóg nie jest mu odległy, ale tak bliski, że nazywa go nie tylko ojcem, ale także „Abem” (tatusiem), czyli terminem, używanym przez dziecko, które bardzo kocha swojego ojca.
Żydzi mogli uważać Boga za swojego Ojca ze względu na zawarte z nimi przymierze (Wj 4,22; Pwt 32,6; 2 Sm 7,14; Ps 89 [88], 26-27). Jednak z powodu pełnego szacunku dystansu i odmienności Boga nigdy nikt nie ośmieliłby się zwracać się do Boga jak do tatusia. Dlatego niektórzy uznali postawę Jezusa za bluźnierczą i uznali, że zasłużył na śmierć (Łk 22,70; J 19,7). Ludzie współcześni Jezusowi uważali, że zwykła istota ludzka nie może być tak blisko Boga, by traktować Go w tak poufały sposób. A jednak to ta postawa Jezusa i osobliwy charakter Jego modlitwy stanowiły wyzwanie dla uczniów i sprawiły, że zapragnęli nauczyć się modlić tak, jak On się modlił.
Przysłowie mówi, że „dobre jedzenie ciągnie wokół siebie krzesła”. Łukasz ukazuje nam Jezusa, który czyni to właśnie poprzez swój sposób życia. To jego przykład modlitwy sprawia, że inni chcą się modlić. Możemy przekonać innych do naszej wiary, jeśli zobaczą, że naprawdę nią żyjemy. Nie wystarcza i nie pomaga nawet obwinianie innych, którzy nie żyją zgodnie ze swoją wiarą lub zobowiązaniami. Co mam robić, aby żyć zgodnie z moją wiarą i chrześcijańskimi zobowiązaniami?
Fot. archiwum Instytutu Katechetycznego LUMKO, RPA
Jezus uświadamia nam, że Bóg jest Ojcem, który jest nam bardzo bliski i którego nie należy się bać, ale którego należy kochać. Wyraża to pierwsza część modlitwy „Ojcze nasz”. Jesteśmy przede wszystkim zwróceni do Boga (w. 2). To zwrócenie się do Boga uzdalnia nas do zwrócenia się do siebie tak, jak zrobiłby to Bóg, to znaczy z naciskiem, że On troszczy się o nasze codzienne potrzeby (w. 3a) i że możemy i musimy doświadczać Jego miłości i przebaczenia oraz dzielić się nimi z innymi (w. 3b-4).
Bóg jako tatuś, troszczy się o nas (Łk 12,30). Paweł wyraża to już na początku swoich listów (Rz 1,7; 1 Kor 1,3; 2 Kor 1,2; Gal 1,4). Ze względu na tę szczególną więź z Ojcem jesteśmy wezwani do życia jako Jego umiłowane dzieci, pełne miłosierdzia (Łk 6,38) i miłości (Łk 10,25-37). W Jezusie jesteśmy braćmi i siostrami, a Bóg jest naszym Ojcem. Wszelka dyskryminacja innej osoby jest dyskryminacją brata lub siostry.
Bóg, nasz Tatuś i Przyjaciel, daje Ducha Świętego
W dzisiejszej Ewangelii Bóg jest nazwany Ojcem na początku (w. 2-4), a w przypowieści na końcu (w. 9-13). W przypowieści z centralnej części Bóg jest porównany do przyjaciela, który wbrew sobie wstaje, aby odpowiedzieć na potrzebę innego przyjaciela w nocy (w. 5-8). Wspólną cechą wszystkich tych części jest ufność, na którą Bóg odpowiada, gdy pytamy Go o coś w modlitwie. Jeśli ziemscy rodzice, pomimo swoich wad, są w stanie dać dzieciom dobre rzeczy, kiedy o nie poproszą, jeśli przyjaciel jest w stanie odpowiedzieć wytrwałemu przyjacielowi, który budzi go w nocy, o ileż bardziej Bóg, który jest dobry i kochający, da dobre rzeczy tym, którzy Go proszą z wiarą. Nie chodzi o to, że Bóg jest tak niechętny do dawania, że musimy nalegać, ale raczej o to, że jest o wiele lepszy niż te postacie ludzkie, które są zdolne do pewnej ograniczonej dobroci wobec swoich przyjaciół i dzieci.
Prawdziwa modlitwa nie zmusza Boga do wypełniania woli modlącej się osoby, ale prowadzi ją do czynienia woli Bożej. Nie ustajemy w modlitwie nie po to, by zmusić Boga do zmiany zdania, ale po to, by naprawdę wniknąć w Jego umysł i serce. Dlatego ważne jest, aby znaleźć czas na słuchanie Boga, a nie tylko na rozmowę w modlitwie.
Końcowy werset dzisiejszej Ewangelii ukazuje, o co mamy prosić i co zostanie nam dane, czyli o Ducha Świętego (w. 13). Tylko dzięki Duchowi modlący się ludzie będą w stanie zrozumieć, czego Bóg naprawdę od nich oczekuje, aby kontynuowali dzieło, które rozpoczął Jezus. Posługa Jezusa jest prowadzona przez Ducha Świętego od chwili chrztu (Łk 3,21-22; 4,16-30; 10,21) i tak samo będzie z Kościołem po Jego wniebowstąpieniu (Dz 1,8; 2,1-13).
Duch Boży, który jest nam dany, jest Duchem, który czyni nas synami i córkami Boga i pomaga nam modlić się także wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie wyrazić siebie w sposób odpowiedni (Rz 8,14-27). Duch jest życiem Boga w nas i sprawia, że nasze życie jest w pewnym stopniu zjednoczone i uporządkowane. Dobrze wyraża to Paweł w Liście do Galacjan (Gal 5,22-23), kiedy daje znaki, że jesteśmy prowadzeni przez Ducha Jezusa i ukazuje rodzaje czynów, które mogą się zdarzyć, gdy nie jesteśmy prowadzeni przez Ducha, ale przez nasze egoistyczne pragnienia ciała (Gal 5,16-21). Nigdy nie możemy brać za pewnik, że skoro otrzymaliśmy Ducha Jezusa podczas naszego chrztu, to będziemy żyć według tego Ducha.
Dzisiejsza Ewangelia jest zaproszeniem nas wszystkich - jako wspólnoty i jako indywidualnych osób - do otwarcia się na Ducha Jezusa i pozwolenia Duchowi Świętemu nas napełniać i używać. Taka postawa sprawi, że nasze życie modlitewne cechować będzie gotowość do porzucenia „naszych projektów” w modlitwie, a rozpocznie wewnętrzną przemianę, której każdy z nas potrzebuje.