Jan Chrzciciel wskazuje na Jezusa i nazywa go prawdziwym barankiem paschalnym. Jezus jest prawdziwym wyzwolicielem swojego ludu, który nie tyko wyzwala, ale przede wszystkim zbawia swój lud od śmierci. Jan poprzez swój głos zaprasza wszystkich, którzy szukają prawdziwego wyzwolenia, by poszli za Jezusem.
Świat według werbistów
BLOG
Minęło około trzydziestu lat od narodzin Jezusa, który uczył się i rozwijał fizycznie i duchowo pod opieką Józefa i Maryi w małym miasteczku na północy Galilei nazywanym Nazaret. I oto nadszedł czas, by rozpoczął dzieło, dla którego się narodził. Początek Jego działalności to chwila, kiedy Jezus przychodzi do Jana Chrzcielna i prosi go o chrzest. Podczas chrztu Jezusa Bóg objawia się jako Ojciec, który posyłał Umiłowanego Syna i umocnił go Duchem Świętym, który ukazał się pod postacią gołębicy.
Dlaczego Ewangelista tak bardzo chce opowiedzieć swoim żydowskim czytelnikom o przebywaniu Jezusa w Egipcie? Słuchacze słysząc ten fragment Ewangelii o powrocie myślami natychmiast biegli do najważniejszego wydarzenia w całej historii swojego narodu - o „Wyjściu”, o tym, jak Bóg przez Mojżesza wyzwolił ich z życia w niewoli egipskiej, jak zawarł z nimi przymierze na pustyni i sprowadził ich do ziemi obiecanej
Jeśli grzesznicy i wyrzutkowie, tacy jak pasterze, byli pierwszymi wybranymi przez Boga świadkami narodzin Jezusa, to my też musimy głosić przesłanie Chrystusa ubogim na wsiach i w slumsach, cudzoziemcom, wszystkim pogardzonym i zaniedbanym itd. Boże zbawienie w Jezusie nie jest monopolem kilku dobrych i świętych, ale jest ono darem dla nas wszystkich, których Jezus wzywa, by doświadczyć Boga kochającego i przebaczającego.
W Ewangelii według św. Mateusza Józef jest przedstawiony jako przykład człowieka wiary. On nigdy się nie waha, gdy posłaniec Boży mówi do niego o czymś, co dotyczy Maryi i Dzieciątka Jezus. Jego odpowiedź wiary na wezwania Boga pozwala Wszechmogącemu otworzyć ostateczny rozdział historii zbawienia ludzkości. Przykład Józefa pozwala nam zobaczyć, że Bóg zawsze zaprasza nas do współpracy z Nim i do zaufania Jego posłańcom.
Z nową siłą kwestia świeckich współpracowników powróciła w naszym zgromadzeniu w ostatnich dwudziestu latach. Pierwszymi „jaskółkami” były grupy świeckich, które chciały związać się z werbistami mocniejszymi więzami. W swoim przeżywaniu wiary pragnęli kierować się ideałami, stylem i symboliką obecną wśród werbistów. W pewnym sensie oni też czuli się powołani do przeżywania tego samego charyzmatu.
Po chrzcie Jezusa Jego sposób bycia nie pasował do obrazu Mesjasza, jaki przedstawiał Jan Chrzciciel na pustyni. Jezus nie narzucał nikomu swojego Królestwa poprzez posiadaną władzę i autorytet, lecz przez pokorne podporządkowanie się woli Bożej wyrażonej w Piśmie Świętym. Każdy może zobaczyć, że jedynym kryterium Jego działania jest dobroć. Nie ma potępiających osądów, nie ma bezwzględnego niszczenia złych ludzi!
My chodzimy ubrani pod koloratką, poza tym często nie idziemy sami. Jak widzą, że z parafii wychodzi grupa to mają zaufanie. Poza tym widzą, że idzie ksiądz. Ale jakby ktoś zupełnie obcy próbował wejść to zaczynają strzelać. Raz przerwałem mszę świętą z powodu strzelaniny przed kościołem. Mamy też grupę misyjną. To są starsze kobiety, które wychodzą na zewnątrz i ewangelizują.