Rozważania do czytań mszalnych
5. Niedziela Wielkiego Postu, rok A
| Pierwsze czytanie: Ez 37,12-14 Drugie czytanie: Rz 8,8-11 Ewangelia: J 11,1-45 |
Dzisiejsza Ewangelia charakteryzuje się długą i bardzo rozbudowaną narracją, choć same wydarzenia związane ze „zmartwychwstaniem” Łazarza zostały opisane jedynie w wersetach 43 i 44. Pozostała część opowieści służy wyjaśnieniu istoty i znaczenia znaku dokonanego przez Jezusa.
Cud przywrócenia Łazarza do życia jest znakiem dla wszystkich, którzy wierzą w Chrystusa. Ten znak ukazuje nam, że dla osoby wierzącej to Bóg (chwała Boga) a nie śmierć decyduje o ostatecznej formie ludzkiego życia. Kluczowe znaczenie dla ostatecznego wymiaru ludzkiego życia ma obecność w nim Boga, która przezwycięża śmierć.
Chrześcijaństwo to nie tylko wiara w zmartwychwstanie w ostatnim dniu, ale przede wszystkim jest to dar nowego życia, który chroni człowieka przed śmiercią wieczną.
Natychmiastowa odpowiedź na nasze modlitwy i potrzeby
Posiadanie domu, do którego można wejść w każdej chwili, znaleźć odpoczynek, zrozumienie, spokój i miłość, to jedna z najcenniejszych rzeczy na świecie. To było podwójnie prawdziwe w przypadku Jezusa, ponieważ nie miał własnego domu (nie miał gdzie położyć głowy - por. Łk 9,58). Dom w Betanii miał właśnie takie znaczenie dla Jezusa.
Nikt nie może ofiarować większego daru drugiej osobie niż odpoczynek „dla zmęczonych stóp” i ten dar Jezus znalazł w domu w Betanii, gdzie mieszkały trzy osoby, które go kochały: Maria, Marta i Łazarz.
Maria i Marta zakładały, że dzięki wielkiej przyjaźni jaką Jezus darzył ich rodzinę, że On natychmiast odpowie na ich wiadomość o chorobie Łazarza i przyjdzie do Betanii. Ale Jezus nie przyszedł od razu (werset 6). Nie zwlekał z braku miłości (werset 5) ani ze strachu przed Żydami. Czekał na odpowiedni moment w planie Ojca, a kiedy ten nadszedł powiedział do uczniów: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić”. Choroba Łazarza nie miała się zakończyć śmiercią na zawsze.
Zamiast cudu uzdrowienia Łazarza, który ludzie zgromadzeni w Betanii chcieli ujrzeć, zobaczyli, jak Jezus został uwielbiony (por. 9,3). W tym, co wydarzyło się w Betanii, jest coś ironicznego. Tutaj moc i posłuszeństwo woli Ojcu zostały objawione w przywróceniu do życia Łazarza, ale jednocześnie pokazały, że ta sama moc i posłuszeństwo woli Ojca prowadzi Jezusa do śmierci (por. 11,50-53), która okazała się Jego prawdziwą chwałą (17,1).
Jezus mimo miłości do Marty, Marii i Łazarza, po otrzymaniu wieści o chorobie Łazarza Jezus zwlekał zgodnie z wolą Bożą dwa dni. Być może nawet (ww. 11, 39), gdy Jezus usłyszał o chorobie Łazarza, ten był już martwy. Nienawiść, jaką Faryzeusze obdarzali Jezusa powodowała, że Jego sytuacja stawała się coraz trudniejsza i dlatego uczniowie widzieli w podróży do Judei wielkie niebezpieczeństwo. Jezus wychodził naprzeciw tym obawom uczniów zapewniając ich, że Jego życie zgodne z wolą Boga daje mu pełną ochronę aż do wyznaczonego przez Ojca czasu „objawienia w Nim chwały Boga”.
Uczniowie byli zdezorientowani zachowaniem Jezusa (zwlekaniem) i jego słowami „Nasz przyjaciel Łazarz zasnął”. Słowo „przyjaciel” ma szczególne znaczenie w Piśmie Świętym (J 15,13-14; Jk 2,23). Z kolei sen jest snem śmierci. Od czasu przyjścia Chrystusa śmierć wierzącego jest regularnie nazywana snem (por. Dz 7,60; 1 Kor 15,20; 1 Tes 4,13-18). Zmarli chrześcijanie śpią nie w sensie nieświadomego snu duszy, lecz dlatego, że ich ciała wydają się spać. Uczniowie błędnie zakładali, że Jezus miał na myśli, że Łazarz nie umarł, lecz spał fizycznie (por. J 11,13) i był na drodze do wyzdrowienia.
Sposób, w jaki myślą uczniowie
Jak często bywało w Ewangeliach, Jezus mówił o jednym, a uczniowie myśleli o czymś zupełnie innym. Słowa „Łazarz nie żyje i dla waszego dobra cieszę się, że mnie tam nie było” na początku wydają się szokujące. Ale gdyby Łazarz nie umarł, uczniowie i słuchający Ewangelii wszystkich epok nie mieliby tej wyjątkowej okazji, by ich wiara została ożywiona. Śmierć Łazarza wydarzyła się po to, by uczniowie mogli uwierzyć.
Ostatecznym dowodem na prawdziwość chrześcijaństwa jest doświadczenie tego, co czyni Jezus Chrystus. Słowa mogą nie przekonywać, ale nie ma argumentu przeciwko Bogu w działaniu. To prosty fakt, że moc Jezusa Chrystusa uczyniła tchórza bohaterem, egoistę sługą wszystkich, a kogoś, kto wątpił, człowiekiem, który później w imię prawdy głoszonej przez Jezusa oddał za tą prawdę życie. Celem Boga jest, by każdy z nas był żywym dowodem Jego mocy.
Marta, „działaczka”, poszła spotkać się z Jezusem, podczas gdy Maria, „kontemplacyjna siostra”, czekała. (por. Łk 10,39-42). Powitanie Jezusa przez Martę jest wyznaniem wiary. Ona naprawdę wierzyła, że Jezus mógłby uzdrowić jej brata, gdyby był z nimi. Słowa Marty „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”, mogą brzmieć jak wyrzut skierowany do Jezusa, ale następujące po tym zdaniu wyznanie „Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”, może sugerować, że ona była pewna, iż Łazarz może zostać przywrócony do życia. Ostatecznie jednak jej protest przy grobie (J 11,39) i słowa skierowane do Jezusa (w. 24) przeczą tej interpretacji.
Odpowiedź Marty na słowa Jezusa „Brat twój zmartwychwstanie” jest obietnicą przygotowującą grunt pod dialog Marty z Jezusem. Jej odpowiedź „Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym” wskazuje, że nie myślała o natychmiastowym przywróceniu brata do życia, ale wierzyła w ostateczne zmartwychwstanie w ostatnim dniu.
„Ja Jestem Zmartwychwstaniem i Życiem” - to piąte z wielkich objawień Jezusa o JA JESTEM (imię Boga, który objawił się Mojżeszowi w płonącym krzaku na Synaju; imię Boga, który wybrał sobie Izrael jako Naród Wybrany; imię Boga, który wywiódł ten naród z niewoli egipskiej, dał im króla i ostatecznie prowadzi ludzkość przez Jezusa do wiecznego zbawienia.). Teraz JA JESTEM mówi o zmartwychwstaniu - jestem zmartwychwstaniem i nie ma zmartwychwstania poza Mną. Zmartwychwstanie i życie nowej ery są obecne wraz z przyjściem Jezusa, ponieważ On z Woli Ojca jest Panem życia (1,4).
Fot. archiwum Instytutu Katechetycznego LUMKO, RPA
Słowa Jezusa o życiu i śmierci wydają się paradoksalne. Śmierć wierzącego pojawia się w nowym życiu człowieka zanurzonego w zmartwychwstaniu Jezusa. W rzeczywistości życie wierzącego ma taką jakość, że nigdy nie umrze duchowo. Ma życie wieczne (3,16; 5,24; 10,28), a koniec życia fizycznego jest jedynie snem dla jego ciała aż do zmartwychwstania do życia.
Marta wyznała swoją wielką wiarę w Chrystusa. Jej wyznanie wiary pokrywa się z Jezusowym wyjaśnieniem życia wiecznego dla tych, którzy w Niego wierzą. Ona wyznała trzy rzeczy dotyczące Jezusa.
- On jest Chrystusem (Mesjasz)
- Jest Synem Bożym, co prawdopodobnie jest tytułem Mesjasza (por. 1,49; Ps. 2,7)
- To On miał przyjść na świat (dosł. „Nadchodzący”; por. J 12,13).
Marta poinformowała Marię, że Jezus chce z nią rozmawiać na osobności. Jednak tłum podążył za Marią, uniemożliwiając prywatną rozmowę. Maria upadła do stóp Jezusa, podobnie jak to czyniła wcześniej za życia jej brata, gdy Jezus odwiedzał ich dom. Powitała Go tak samo, jak Marta, wierząc, że gdyby był obecny, Łazarz by nie umarł. Jej wiara była autentyczna, ale niepełna.
Bóg okazuje swoją miłość do upadłej ludzkości
Życie emocjonalne Jezusa świadczy o prawdziwości Jego jedności z ludźmi, z którymi przebywał i których napotykał na swojej drodze. Autor używa greckiego słowa enebrimesato, które można przetłumaczyć jako „jęknął z bólu” lub bardziej prawdopodobnie „był rozgniewany całą tą sytuacją”. Dlaczego Jezus jęczał w swoim rozgniewaniu na sytuację w jakiej się znalazł? Niektórzy twierdzą, że był zły z powodu niewiary lub hipokratycznego lamentu ludzi. Ale taka interpretacja nie najlepiej pasuje do całego kontekstu tej narracji. Lepszym wyjaśnieniem jest to, że Jezus był rozgniewany na tyranię Szatana, który przez grzech przyniósł ludziom smutek i śmierć (por. 8,44; Hbr 2,14-15).
Jezus był poruszony tą całą sytuacją, ale Ewangelista użył greckiego słowa etaraxen, które znaczy „poruszony”, jak woda w sadzawce Betesda w Ewangelii Jana 5,7; (por. 12,27; 13,21; 14,1.27). Tutaj można powiedzieć, że poruszenie Jezusa wynikało z Jego konfliktu z szatanem, który jest ojcem wszelkiego grzechu, śmierci i niewiary.
Płacz Jezusa (gr. edakrysen) różnił się od płaczu ludu (klaiontas). Jego ciche łzy różniły się od ich głośnego płaczu. Jego płacz dotyczył tragicznych konsekwencji grzechu. Tłum odebrał Jego łzy jako wyraz miłości lub frustracji, że nie był obecny przy chorym Łazarzu, którego wtedy mógłby uzdrowić.
Emocjonalnie poruszony Jezus przyszedł do grobu. Grobowce często wykuwano w wapieniu, tworząc jaskinię w ścianie skalnej. Wejście do grobu było zamknięte potężnym kamieniem, który był ustawiony jakby w wykutym w skale torowisku ułatwiającym zamkniecie grobowca. Jezus nakazał, by „kamienne drzwi” zostały odsunięte z wejścia do grobowca. Scena była bardzo dramatyczna. Tłum obserwował i słuchał. Maria płakała, a Marta sprzeciwiała się, bo po czterech dniach ciało zaczęło się rozkładać.
Jezus przypomniał Marcie o wcześniejszej obietnicy (w. 25-26; por. w. 4). Wzywa ją, aby zaufała Jego słowom, że jest Zmartwychwstaniem i Życiem, bo w akcie jej wiary Bóg zostanie uwielbiony. Jak ocenić postawę Marty? Marta zaufała słowom Jezusa, bo w przypadku braku zaufania z jej strony Jezus nie otrzymałby zgody na otwarcie grobu Łazarza.
Co zrobił Jezus, gdy kamień został odsunięty? Podziękował Ojcu za spełnienie jego prośby. Wiedział, że spełniając wolę Ojca, objawia miłość i moc Boga. Jego modlitwa dziękczynna była publiczna nie po to, by być czczonym jako cudotwórca, lecz by być postrzeganym jako posłuszny Syn Ojca. Spełnienie Jego prośby przez Ojca miało dać ludziom wyraźne dowody, że został przez Ojca posłany.
Po krótkiej modlitwie grób został otwarty i wtedy Jezus głośno zawołał, a właściwie wykrzyczał, dwa słowa: „Łazarzu, wyjdź!” Św. Augustyn zauważył, że gdyby Jezus nie wypowiedział imienia Łazarza, wszyscy umarli wyszliby z grobów. Na zawołanie Jezusa wyszedł z grobu ten, którego On zawołał, a ponieważ był owinięty w płótno pogrzebowe, Jezus wydał polecenie: „Zdejmijcie z niego szaty grobowe”. Tym samym wszyscy zobaczyli, że to naprawdę był Łazarz, który na ich oczach umarł. Teraz Łazarz żył i nie był duchem.
To wydarzenie jest wspaniałym obrazem Syna Bożego przywracającego do życia ludzi. Podobny obraz opisuje św. Paweł w Pierwszym Liście do Tesaloniczan:
„Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi, [tak] pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana i w ten sposób na zawsze będziemy z Panem.” (1 Tes 4,16-17)
Pan będzie to czynił fizycznie zarówno ze świętymi Starego Testamentu (Dn 12,2) jak i ze świętym czasu ucisku (Ap 20,4-6). Ponadto On teraz przemawia i wzywa duchowo zmarłych do życia duchowego.
Wracając do dzisiejszej Ewangelii widzimy, że objawienie Jezusa jak zawsze wywołuje dwie reakcje. Dla wielu Żydów ten cud był wyraźnym dowodem na Jego Boską tożsamość. Dla tych ludzi On stawał się źródłem zaufania zbawczej mocy Boga. Dla innych z kolei ta manifestacja mocy i miłości Bożej hartowała ich grzeszny upór w ocenie zbawczych znaków i jak zazdrosne o chwałę dzieci udali się na skargę do faryzeuszy, aby im opowiedzieć o tym, co się wydarzyło. Ten cudowny znak był tak znaczący, że arcykapłani i faryzeusze zdecydowali zwołać nadzwyczajną sesję Sanhedrynu, podczas której podjęli decyzję o zabiciu Jezusa.
Dla większości z nas, żyjących dwa tysiące lat po wydarzeniu w Betanii, nie ma większego znaczenia, jak Jezus wskrzesił ciało Łazarza do życia, ale w dalszym ciągu niezwykle ważne jest to, że ta ewangeliczna narracja pokazuje Jezusa, który jest Zmartwychwstaniem i Życiem dla każdego człowieka. I to jest to, co naprawdę się liczy.