Świat według werbistów

BLOG

 Trzeba pokonać
Fot. Vitaly Gariev (unsplash.com)

Trzeba pokonać

Są takie chwile, czasem całe dnie, że się nic nie chce. Zabierasz się za coś, nie wychodzi, zaczynasz drugie i nic, chcesz się wziąć w garść, a tu znowu nic! Minuty, godziny upływają bezczynnie. Pytasz: dlaczego? Nie ma odpowiedzi. Bierność!

Najdziwniejsze, gdy ta leniwa maź ogarnia duszę. Chcesz się modlić, ale ciągle nie ta chwila, nie ten czas, nie to natchnienie. Czekasz. To znowu nic nie daje, bo wiesz, że bez zwykłej modlitwy będzie jeszcze gorzej. Często w takich chwilach pojawia się „genialna” myśl: położę się i trochę odpocznę, a potem pomyślę, co dalej. Budzisz się, rozciągasz, spoglądasz na świat, patrzysz – pełno papierów, niezałatwione sprawy, które czekają kilka dni. Ktoś może czeka na telefon? Inni chcieli się umówić, ale mnie jakoś czas przez palce wycieka.

No i co w takim razie? Są różne rozwiązania. Można sobie powiedzieć, że nie mogę i tyle. Można ten stan zamienić na zabawę komórkową, albo na wydłużony seans telewizyjny. Można wyjść na miasto i sobie pochodzić, potem wrócić i dalej nic. Można się starać tę sytuację przezwyciężyć. Bo prawdopodobnie wszystko się dzieje w mojej głowie. To nie jest przeszkoda zewnętrzna, to przede wszystkim przeszkoda w głowie. No, może też w sercu.

To da się pokonać, byle wyskrobać odrobinę dobrej woli. Wiem, że o to dziś nie jest łatwo, że dzisiejszy styl życia takich rzeczy nie preferuje, że świat nie lubi, jak ktoś się sprzeciwia temu, co jest mu podane na widelcu. Cóż, poszliśmy za tym. Ma być lekko i przyjemnie, włącznie z pracą nad sobą, a tymczasem właśnie ta dziedzina życia, jaką jest praca nad sobą, wymaga samozaparcia. Tego nikt nie lubi! Ale nie ma wyjścia – chcesz coś osiągnąć, musisz się zaprzeć, musisz podjąć trudną walkę, aby pokonać siebie.

Trudno się dziwić o. Arnoldowi, że często wracał do sprawy pokonywania swoich zniechęceń. Ileż to razy pisał w swoich listach do misjonarzy, aby się nie dali ogarnąć zniechęceniu, bo to najgorsza pokusa, która doskonale pustoszy ducha i serce, a pewnie myślenie również. Sekretarz o. Arnolda, o. Hilger napisał o nim: „Był człowiekiem, który sam siebie tworzył. Pracował nad sobą do późnej starości. Używał Bożego dłuta i pokazywał wytrwałość i niestrudzony wysiłek, jakich rzadko się dziś spotyka”. Zaś sam często mówił: „Nie zniechęcaj się tym, czego nie możesz zrobić, ale zacznij od tego, co możesz i resztę zostaw w rękach Pana Boga”.

Okazuje się, że jest wyjście ze stanu zniechęcenia!

 Henryk Kałuża SVD