|
Poniższy tekst jest 1. odcinkiem reportażu z Angoli powstałego podczas wizyty |
Nie tylko do szpitala
Do Angoli przylatujemy z o. Emilem Kałką SVD 25 maja 2026 roku. Głównym celem naszej wyprawy jest udział w świętowaniu 30. rocznicy istnienia Centrum Medycznego św. Łukasza w Kifangondo w Luandzie. Uroczystość przewidziana jest na 3 czerwca, tak więc mamy jeszcze sporo czasu. Wykorzystujemy różne okazje i staramy się odwiedzić miejsca, gdzie pracują werbiści i siostry Służebnice Ducha Świętego (SSpS).
Udział Polaków w misji w N’Zeto
Naszym pierwszym kierunkiem jest misja w N’Zeto. To ważne miejsce, w powstaniu którego mieli udział polscy werbiści i siostry SSpS. To tam w 1980 roku został skierowany o. Jan Musiał SVD. Był pierwszym polskim werbistą, który dotarł do Angoli w 1978 roku. Początkowy czas spędził na misji w Cacolo. Został mianowany proboszczem w N’Zeto i w pobliskim Tomboco (oddalonym o około 85 km na północ). Przez lata te dwa miejsca były złączone i do dziś są obsługiwane przez werbistów.
Do o. Jana szybko dołączył o. Jerzy Palka SVD, który pomagał w początkowych wysiłkach związanych z budową misji. Kolejnym Polakiem był o. Stanisław Olesiak SVD.
To były trudne czasy i realia. Ludzie byli już mocno zmęczeni wojną domową. Nie brakowało jednak im serca i determinacji, aby wspierać misjonarzy, strzec ich bezpieczeństwa i wspólnie budować wspólnotę wiary. O. Jan Musiał wyznał mi, że w pomoc w budowie misji zaangażowani byli nawet protestanci. Miał z nimi bardzo dobre relacje. Trudne realia jednoczyły wszystkich.
N’Zeto stało się pierwszą misją Służebnic Ducha Świętego, które przybyły do Angoli w 1982 roku. To one pierwsze zamieszkały w świeżo wybudowanym domu werbistów, a misjonarze ulokowani byli nadal w domach katechistów i spali w bardzo prostych warunkach, otoczeni opieką swoich wiernych. W grupie pierwszych pięciu sióstr znalazły się trzy Polki: s. Sylwestra Pietrucka, Bernadeta Jarzębińska i Maria Gabriela Wojtkiewicz. Pozostałe dwie pochodziły z Brazylii.
W N’Zeto pracował również w późniejszych latach o. Krzysztof Ziarnowski SVD. Zapamiętano go ze względu na objazdy wiosek z siostrami, kiedy to świadczyli niesamowitą pomoc medyczną. Chwalono go szczególnie za organizację formacji katechistów.
O. Antoni Binsasi SVD przed budynkiem misji w N’Zeto (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)
Ruszamy w drogę
Korzystamy z okazji i wybieramy się do N’Zeto z s. Martą Sojką SSpS. Jest przełożoną prowincjalną sióstr Służebnic Ducha Świętego w Angoli. Ich wspólnota mieści się również na misji katolickiej w N’Zeto, tuż obok domu werbistów. S. Marta chce odwiedzić swoje siostry i zobaczyć postępy przy budowie szkoły.
27 maja 2026. Po obiedzie ruszamy w drogę. Gdy tylko opuszczamy Luandę dostrzegamy wielki znak drogowy z napisem „N’Zeto 199 km”. Droga biegnie prosto na północ. Mkniemy sprawnie po dobrym asfalcie. Kilkukrotnie zatrzymuje nas policja na punktach kontrolnych. Blokady położone są przy większych miejscowościach na trasie. Samochód prowadzi o. Emil. Bardzo sprawnie radzi sobie z tymi, którzy nas zatrzymują. Zagaduje policjantów zanim oni sami zapytają nas o cokolwiek. Opowiada, że sam tu pracował i pyta o sytuację w regionie. Oficerowie są zaskoczeni i zdezorientowani. Wciągają się w przyjazny dialog i generalnie, za każdym razem, życzliwie i bez większych problemów pozwalają nam kontynuować drogę.
Na mnie robią wrażenie baobaby, które rosną po obu stronach drogi. Niemal na całej długości. Mniejsze i większe. Rzadziej wysiane i w większych zagajnikach. Królują pośród roślinności. Czasem zdarzają się mniejsze i większe pagórki z charakterystycznymi, rozsypanymi wokoło głazami. Reszta pejzażu to wysokie trawy i tereny surowej sawanny. Tylko gdzieniegdzie, najczęściej bliżej wioseczek, dostrzegamy małe poletka i plantacje.
S. Marta Sojka SSpS przed budynkiem powstającej szkoły w N’Zeto (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)
Po drodze zjeżdżamy nagle na pobocze. Jestem zaskoczony, ale po chwili odgaduję powód nagłego przystanku. Pod wielką i zadaszoną konstrukcją zorganizowane jest przydrożne targowisko. Na wybetonowanych stołach ułożone są różnorodne warzywa i owoce. S. Marta kupuje trochę owoców dla sióstr. To dobry zwyczaj, aby nie przyjeżdżać z pustymi rękoma. A my jedziemy przecież ze stolicy. Do koszy wpadają przepiękne smocze owoce, soczyste pomarańcze i banany. Mój wzrok przykuwają dziwne kupki włókien oblepionych czymś podobnym do styropianu, tylko w kolorze różowym.
– To wnętrze nasion baobabu – wyjaśnia mi s. Marta. – Robi się z tego sok, który ma właściwości prozdrowotne.
– O! To koniecznie muszę kupić z dwie takie kupki. Ale kto mi to przygotuje? – zaczynam planować.
– Kupuj, kupuj – wypala o. Emil. – Nasze panie z kuchni z przyjemnością przygotują ci ten wywar.
Przystępuję zatem do negocjacji. Po zakupie przybiegają do mnie sąsiedni sprzedawcy. Pokazują swój towar i zachęcają do zakupu u nich.
– No tak! Skąd ja to znam – wzdycham na głos.
Wybieram starszą panią i kupuję od niej dwa stosy pomarańczy.
W radosnych nastrojach, ale i w pośpiechu, opuszczamy targowisko. Ruszamy w dalszą drogę.
Majestatyczne baobaby na misji w N’Zeto w Angoli (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)
Baobaby nadal królują
W N’Zeto skręcamy wgłąb wschodniej części miejscowości. Kluczymy po piaszczystych drogach dzielnicy usianej domkami. W końcu stajemy przed wielką bramą. Łatwo odgadnąć, że dotarliśmy na miejsce. Po obu stronach bramy widnieją murale ze świętymi naszego zgromadzenia. Jest werbistowski krzyż z mapą świata, a obok napis „Świat jest naszym domem” oraz cytat z Prologu św. Jana.
Wjeżdżamy do środka. Rozpościera się przed nami wielki teren. Po lewej stronie całkiem pusta przestrzeń. Po prawej rozpoczynają się parterowe budynki misji. Na wprost terenu stoją majestatycznie dwa ogromne baobaby. Tworzą jakby drugą bramę.
Wjeżdżamy w teren i docieramy do tylnego wejścia misji. Z bocznego budynku wychyla się kobieta i dwóch mężczyzn.
– Serdecznie witamy! – wykrzykuje kobieta i podchodzi, aby się przywitać. – Ojciec Antoni jest chory, ale zaraz mu powiemy, że już przyjechaliście.
Wprowadzają nas do środka, do głównego holu, który jest równocześnie jadalnią i miejscem przyjmowania gości. Spore pomieszczenie. Wysokie i przestronne. Na ścianach wiszą różne ozdoby: batiki, figurki i oprawione zdjęcia. Ściany są wyłożone kamieniem. Proboszczem jest tu o. Antoni Binsasi SVD pochodzący z Timoru w Indonezji, a wikarym, obecnie przebywającym na urlopie, o. John Le z Wietnamu.
W końcu przybywa gospodarz. Rzeczywiście nie wygląda zbyt dobrze. Wita nas serdecznie. Jest przygotowany. Zasiadamy do powitalnego poczęstunku. Siostra Marta, jako że pracuje jako pielęgniarka, od razu pyta o stan zdrowia. O. Antoni wyznaje, że po prostu ma tylko mocny ból głowy. Okazuje się, że nie zrobił do tej pory żadnych badań i tak czeka na poprawę.
– Ojcze, proszę zrobić test na malarię. To nie żarty – prosi bardzo zmartwiona siostra.
– Tak, dobrze. Ale to nic takiego – wymawia się gospodarz.
Otrzymujemy pokoje i możemy trochę odpocząć. Na kolację jesteśmy zaproszeni do sióstr. Idziemy w stronę tylnego ogrodzenia. Przechodzimy małą furtkę i już jesteśmy w ogrodzie sióstr. Przed nami widnieją dwa kolejne baobaby. Równie ogromne. Za nimi podłużny, parterowy budynek domu sióstr w kształcie litery C. W środku umiejscowiony jest swoisty krużganek z kwiatami i ozdobnymi krzewami.
Czerpanie wody ze studni w N'Zeto (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)
Woda i szkoła
Kolejnego dnia jedziemy do centrum miejscowości. To tam mieści się budynek parafialnego kościoła pw. Matki Bożej Różańcowej. Po mszy św. wracamy na teren misji. Ponownie zmierzam do domu sióstr. Dokładnie przy nim wykopana jest nowa studnia, której patronem jest św. Krzysztof. Woda z niej trafia do zbiornika pod ziemią. Stamtąd pompowana jest do cysterny na kilkumetrowej konstrukcji. Woda zasila dom sióstr i jest również doprowadzona do kranu, który udostępniony jest okolicznym ludziom. Od rana przychodzą tu rzesze sąsiadów: dorośli, matki z dziećmi, młodzież i sporo małych dzieciaków.
– Ustawcie się równo w kolejce – koordynuje jedna ze starszych pań.
Po chwili kolejka rośnie, bo woda przez szlauch nie leci tak szybko, a przychodzących z miskami i wiadrami przybywa.
– Proszę, podejdźcie również tutaj – nawołuje siostra Theresa Sako SSpS z Indonezji.
Odchyla klapę podziemnego zbiornika. Wyciąga przymocowane na sznurku z łańcuchem wiadro. Wrzuca do zbiornika i po chwili wyciąga wiadro do góry.
– Podejdźcie, proszę, z miskami – nawołuje do rozładowania pierwszej kolejki.
Od razu doskakuje jedna z kobiet. Zabiera od siostry wiadro i sama nabiera wodę dla kolejnych zainteresowanych. Po chwili pojawia się o. Emil. Korzysta, że po wodę i nawołuje do zebrania.
– Podejdźmy przed tablicę patrona studni i podziękujmy Panu Bogu, że dzięki pomocy ludzi z Polski powstała ta studnia – wskazuje ręką na świeżo wymalowaną tablicę z patronem.
Przybysze zostawiają swoje naczynia i zbierają się po prawej i po lewej stronie tablicy.
– Dziękujemy Ci, Boże, że jesteś dobry. Dziękujemy za ten cenny skarb – wodę. Pobłogosław nasze rodziny i pobłogosław również tych, dzięki którym możemy czerpać czystą wodę w pobliżu naszych domostw – modlitwę kończy gremialne „Amen”.
– A teraz zaśpiewajmy i uwielbiajmy Boga za to, że się o nas troszczy – zachęca misjonarz.
O. Emil Kałka SVD przewodzi modlitwie dziękczynnej i błogosławi zebranych (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)
Jedna z kobiet z dzieckiem na ręku intonuje radosną pieśń. Wszyscy włączają się w śpiew i rytmiczne klaskanie. Mam okazję nagrać kilka ujęć kamerą. Z pewnością przydadzą się i pomogą w promocji akcji werbistowskiego projektu „150 studni na 150-lecie SVD”.
Powoli rozchodzą się ludzie. Robię jeszcze kilka ujęć ludzi odchodzących z wodą. W tle majestatycznie komponuje się wielki baobab. Jego owoce śmiesznie zwisają i kołyszą się lekko napędzane wiatrem.
Przez ogród przechodzimy z s. Martą do miejsca, gdzie budowana jest szkoła. Pracownicy uwijają się przy pracy. Jedni przewożą taczkami tłuczeń. Murarz z asystentem kładą kolejną warstwę bloczków. Inny pracownik szykuje zbrojenie do zalania betonem.
Proszę siostrę o kilka słów do tych, którzy wspierają projekt budowy szkoły.
– Dzięki pomocy misjonarzy werbistów, dzięki Referatowi Misyjnemu z Pieniężna, którym wiele osób zaufało, mamy w tej chwili wodę na misji. To ogromna pomoc również przy budowie szkoły. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do realizacji tych projektów – wody i szkoły. Angola ma bardzo dużo młodych ludzi i dzieci. Szkoły są niesamowicie potrzebne. To samo dotyczy wody. Tu przez 40 lat misja nie miała wody. Jedyną możliwością dostarczania wody była cysterna. Trzeba było kupić wodę i przywieźć ją do zbiornika ciężarówką. Nie zawsze taki środek transportu był dostępny. Czasami misja zostawała bez wody. Przy upale i klimacie tropikalnym można sobie wyobrazić, co to znaczy. Wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mamy wodę i możemy budować szkołę, wielkie Bóg zapłać – kończy swoją wypowiedź s. Marta Sojka SSpS.
Naszą wizytę misji w N’Zeto kończymy obiadem z o. Antonim i wieczorem wracamy do stolicy.
Krzysztof Kołodyński SVD, Polska
Nagrania przy tablicy patrona studni św. Krzysztofa w N'Zeto (fot. Krzysztof Kołodyński SVD)