Świat według werbistów

BLOG

Świadectwo rodaczki
S. Catherine z o. Władysławem Madziarem SVD i seminarzystą Rafaelem (fot. Rafael Karai SVD)

Świadectwo rodaczki

Świadectwo osoby, która jest nam bliska, zwykle przemawia do nas dosadniej niż świadectwo człowieka obcego. Lepiej może dotrzeć do nas ktoś, kto mówi tym samym językiem, zna naszą kulturę czy wrażliwość. Niedawno mogłem się o tym przekonać.

W niedzielę, 21 września, jechałem na Mszę św. do dwóch kaplic należących do parafii św. Michała Archanioła w Hanuabada. Znajdują się one na brzegu morza, w podmiejskich miejscowościach Baruni i Bogi. Był ze mną seminarzysta Rafael z Bougainville oraz siostra Catherine SSpS. S. Catherine to papuaska misjonarka pracująca obecnie w Demokratycznej Republice Konga. Pochodzi z Yarapus w regionie Sepiku i chciała zobaczyć, jak wygląda życie wspólnot katolickich w południowej części wyspy. 

W obu wspólnotach na zakończenie Mszy św. poprosiłem ją, aby podzieliła się swoimi doświadczeniami z życia misyjnego w Afryce. Sam fakt, że siostra z Papui-Nowej Gwinei głosi Ewangelię na drugim końcu świata, był dla wiernych zarazem wzruszający i budujący. Ludzie byli dumni z tego, że ktoś z nich jest misjonarzem wśród ludzi należących do kompletnie innej kultury. Jakby poczuli, że ich też na to stać. Można podziwiać tę siostrę i za to, że w kraju, w którym się znalazła nie ma prawdopodobnie żadnego jej rodaka. Przynajmniej, jak wyznała, nikogo do tej pory nie spotkała.

Hanuabada (fot Władysław Madziar SVD)

Siostra Catherine spędziła dziesięć lat w Afryce Zachodniej, w Togo i Beninie. Kiedy po raz pierwszy wyjeżdżała na misje, niektórzy znajomi odradzali jej wyjazd do nieznanego kraju w Afryce. Powszechnie ludzie tutaj wyobrażają sobie, że są to miejsca bardzo niebezpieczne i łatwo można tam stracić życie. Siostra nie dała się jednak zniechęcić i odważnie wyruszyła w nieznane. W Togo i Beninie pracowała jako nauczycielka. Zamiast zagrożenia, spotkała się tam z wielkim uznaniem. Jednocześnie zaskoczyła ją dyscyplina wśród dzieci, które z szacunkiem traktują osoby starsze i przełożonych. Jak zauważyła, wynoszą to z domu, gdzie od dziecka są wychowywane w szacunku do innych ludzi, a także do cudzej własności. Jest to przeciwieństwo sytuacji w Papui-Nowej Gwinei, gdzie dzieci często są pozostawione same sobie i robią to, co przyjdzie im do głowy. 

Po dziesięciu latach siostra wróciła do PNG. Wkrótce po jej powrocie Siostry Służebnice Ducha Świętego otwierały swoją pierwszą placówkę w Demokratycznej Republice Konga i siostra Catherine została zaproszona do przyłączenia się do grupy ośmiu pionierek. W ten sposób znalazła się w wielomilionowej Kinszasie, która ma mniej więcej tylu mieszkańców co cała Papua-Nowa Gwinea. 

Siostra zauważyła też dużą różnicę w sposobie picia alkoholu. Choć w Afryce nie brakuje barów i przydrożnych sklepików, w których sprzedaje się alkohol, to rzadko spotyka się ludzi pijanych i agresywnych. Tymczasem w Papui-Nowej Gwinei ludzie pod wpływem alkoholu stają się niebezpieczni i lepiej unikać ich z daleka. Jak stwierdziła z zażenowaniem, podczas większych celebracji lepiej jest nie wychodzić z domu. To są spostrzeżenia siostry, która z dystansu patrzy na swoją kulturę i nie boi się nazywać rzeczy po imieniu.

O. Władysław Madziar SVD podczas Mszy św. w kaplicy w Bogi (fot Michał Tomaszewski SVD)

Wspomniała też, że wspólnoty katolickie w Afryce są dynamiczne i pełne ludzi młodych. Nadal jest wiele powołań i Kościół jest bardzo radosny. Jest to inna sytuacja niż w Kraju Rajskiego Ptaka. Tutaj dość często młodzież przechodzi do innych wspólnot, które potrafią może lepiej do niej dotrzeć albo też przyciągają młodych ludzi korzyściami materialnymi, np. w postaci stypendiów. W niektórych krajach afrykańskich istnieje praktyka, że drzwi kościoła są zamykane dla spóźnialskich. Stąd kościół zapełnia się na długo przed nabożeństwem, a jako ostatni wchodzi celebrans. To też inna rzeczywistość od tej, w której żyjemy tutaj. Tu dość często zdarza się, że wierni wypełniają kościół podczas nabożeństwa.

Patrzyłem, jak ludzie słuchali siostry Catherine z wielkim przejęciem. Jej świadectwo bardzo ich poruszyło. Swobodnie i odważnie opowiadała o swoim życiu misyjnym. Ukazywała je jako coś pięknego. Choć jej słowa były trudne i nie pochlebiały słuchaczom, to jednak śmiałe mówienie prawdy może zainspirować ludzi do innego spojrzenia, a może nawet zmiany stylu życia. 

arrows02 Władysław Madziar SVD 


wmadziak swiadectwo catherine06S. Catherine z o. Władysławem Madziarem SVD na deptaku Ela Beach w Port Moresby (fot. Rafael Karai SVD)