Świat według werbistów

BLOG

Migranci i salus animarum suprema lex
Chór wspólnoty afrykańskiej w werbistowskiej Parafii św. Jadwigi w Warszawie (fot. za https://www.facebook.com/jadwigazeran)

Migranci i salus animarum suprema lex

Podczas spotkania duszpasterzy obcojęzycznych w Polsce, które odbyło się 18 listopada w Warszawie, krótki referat wygłosił ks. prof. Wojciech Necel SCHR, konsultor Rady ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek przy Konferencji Episkopatu Polski i emerytowany profesor prawa kanonicznego na UKSW. Zapowiadało się jak kolejny nudny wykład z Kodeksu Prawa Kanonicznego (KPK). Myliłem się.

KPK składający się z 1752 kanonów w ostatnim kanonie stwierdza, że „salus animarum suprema lex”, tzn. zbawienie dusz niech będzie zawsze najwyższym prawem. Autor książki “Migrant – jego prawa i obowiązki w kościelnym porządku prawnym” przypomniał, że normę tę należy stosować do wszystkich regulacji prawa kościelnego. Proboszcz nie jest tylko odpowiedzialny za zbawienie chodzących do Kościoła, ale za wszystkich przebywających na jego terytorium, w tym ateistów i migrantów.

Na spotkanie zorganizowane przez ks. bp Krzysztofa Zadarko, przewodniczącego Rady ds. Migracji w gmachu Episkopatu Polski przybyło 22 duszpasterzy z całej Polski. Ks. prof. Necel podkreślił konieczność ich łączności z biskupem miejsca. O tym mówi instrukcja “Erga migrantes caritas Christi” Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Migrantów i Podróżnych z 2004 r. Nie jest to jednak punkt wyjścia. Biskup i profesor byli zgodni, że prawo powinno być odczytywane i stosowane w teologicznej i personalistycznej perspektywie.

Wiele dzieje się spontanicznie i nie wszystko zaczyna się na biurku w kurii. Nie zaczyna się również od księdza. Zaczyna się od migrantów, którzy przechodzą i pytają o Mszę św. i spowiedź w ich języku. Tak było na przykład w Katowicach, gdzie grupa migrantów z Filipin przyszła w 2019 r. do ks. Tomasza Stolarskiego, wikariusz i katechety w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP. Dzisiaj na niedzielną Eucharystię, co drugą niedzielę, przychodzi około stu obcokrajowców z Filipin, Nigerii, Rwandy i innych krajów. Dekret przyszedł później, jako następstwo tych wydarzeń.

spotk migrwawa850pxKs. prof. Wojciech Necel SCHR (drugi od lewej) podczas spotkania duszpasterzy obcojęzycznych w Warszawie (fot. Jacek Gniadek SVD)

Dzisiaj bardzo prężnie rozwija się w Polsce, działające od 20 lat, duszpasterstwo Wietnamczyków prowadzone przez misjonarzy werbistów. W samej Warszawie działają dwie duże wspólnoty. Wszystko zaczęło się od pracy z nielegalnymi migrantami na stadionie X-lecia pod koniec lat 90. Na bazie tego doświadczenia w 2005 r. powstało Werbistowskie Centrum Migranta Fu Shenfu w domu misyjnym przy ul. Ostrobramskiej w Warszawie.

Kiedyś w stolicy była jedna Msza w języku angielskim, francuskim, hiszpańskim i włoskim. Dzisiaj w Warszawie są trzy w języku angielskim, a zapotrzebowanie jest na więcej. O. Wojciech Kluj OMI, który posługuje wśród Filipińczyków na Wilanowie wspomina, że w Montrealu, gdzie kiedyś studiował, było 8 parafii z codziennymi Mszami św. po polsku.

Bp Zadarko przypomniał, że migranci mają prawo do zachowania swojej kultury, języka i tradycji. Ks. prof. Netzel mówił to samo, a wynika to z uszczegółowienia dyspozycji kan. 213 KPK i to wystarczy jako uzasadnienie dla duszpasterstwa specjalnego na rzecz migrantów. Migrant ma prawo i obowiązek być we wspólnocie kościelnej i żyć życiem chrześcijańskim w parafii w miejscu zatrzymania się lub osiedlenia.

– W Kościele nie sprawdzamy paszportów – posumował ks. profesor, chrystusowiec.

Kilka lat temu werbiści otrzymali od abpa Henryka Hozera SAC parafię na Żeraniu z myślą, że będzie ona służyć do pracy z Wietnamczykami, którzy handlują w pobliskim Kompleksie Handlowym Marywilska 44 i mieszkają w okolicy. Dzisiaj jest tam także Msza św. dla wspólnoty afrykańskiej i hiszpańskojęzycznej. Nie wystarczy otworzyć tylko drzwi parafii dla migrantów.

Co roku do Polski wraca kilku misjonarzy. Mają oni za sobą wieloletnie doświadczenie duszpasterskie w innej kulturze i znajomość obcych języków. Takiego rezydenta na parafii widziałby u siebie niejeden wielkomiejski proboszcz. Misjonarze zakonni pracują na misjach bardzo często samotnie na parafiach. Nie byłoby to dla wielu z nich nic nowego. Misjonarz, który powrócił do kraju, byłby nie tylko pomocą w duszpasterstwie rodaków, ale mógłby zainicjować pracę z lokalną wspólnotą migrantów, którzy dzisiaj są już wszędzie. Tym razem to nie migranci, a misjonarz wyszedłby do nich.

Misjonarz chodzi po niewydeptanych ścieżkach i nigdy nie przechodzi na emeryturę. Coraz więcej jest takich ścieżek w naszym kraju. Zasada salus animarum suprema lex podpowiada, że dobro migrantów jest ważniejsze od zakonnego prawa. Życie wspólnotowe jest tylko środkiem. We wspólnocie nie oznacza zawsze razem w jednym domu.

arrows02 Jacek Gniadek SVD