Świat według werbistów

BLOG

Misje inne, ale wciąż aktualne
Młodzi misjonarze SVD w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Rukuts (fot. Carlo Salidaga SVD)

Misje inne, ale wciąż aktualne

W połowie maja odbyło się tygodniowe spotkanie misjonarzy werbistów, którzy są w Papui-Nowej Gwinei nie dłużej niż pięć lat. Dla mnie było to wydarzenie wyjątkowe pod kilkoma względami. Byłem jedynym Europejczykiem i drugim najstarszym uczestnikiem tego spotkania.

Wśród czternastu młodych misjonarzy, jedenastu było z krajów azjatyckich (Papua-Nowa Gwinea, Filipiny, Indie, Indonezja, Wietnam) i dwóch z Afryki (Demokratyczna Republika Konga i Ghana). Zwrócili na to uwagę też nasi prelegenci. Kiedyś ogromną większością byli misjonarze z kręgu kultury zachodniej. Pozostali byli malutką mniejszością. I to oni próbowali się odnajdywać w dominującej kulturze zachodniej. Teraz ta sytuacja jest odwrotna. Jeszcze nie tak dawno w niektórych diecezjach byli tylko werbiści, więc Kościół katolicki i werbiści było to właściwie to samo. Stąd też rzadko martwiono się o jakieś demarkacje, czy coś jest w gestii werbistów czy biskupa. Mimo takiej zmiany, ta różnorodność jest błogosławieństwem dla Kościoła nowogwinejskiego i może przyczyniać się do jego wzrostu, najpierw duchowego, a potem materialnego. 

Mingende. Dzielenie się doświadczeniami (fot. Carlo Salidaga SVD)

Nasze spotkanie „początkujących” misjonarzy w PNG odbywało się w Mingende w regionie Chimbu. Jest to teren górzysty, gdzie pogoda jest całkiem inna od tej na wybrzeżu. Praktycznie przez cały rok jest jakby polskie umiarkowane lato - w dzień temperatura nie przekroczyła 28 stopni, a nocą było około 17 stopni. Wydawało mi się, że to pogoda idealna do życia. Wystarczająco często pada deszcz, dlatego żywność jest świeża i jest wielki wybór wszelkich warzyw i owoców. 

Miałem też wrażenie jakby i mieszkańcy gór byli inni od ludzi z wybrzeża. Wydawali mi się bardziej spontaniczni, otwarci, a może i serdeczni. Już przy pierwszym spotkaniu były uściski i dość swobodne rozmowy, co jest raczej rzadkością w stolicy. 

Na ten teren werbiści przybyli w latach trzydziestych XX wieku i nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że Kościół katolicki rozpoczął się tu przez działalność werbistów oraz Sióstr Służebnic Ducha Świętego, które do tej pory mają widoczny wkład w szkolnictwo i służbę zdrowia. Teraz pozostało tutaj tylko siedmiu werbistów i kilka sióstr. Werbiści zostali zastąpieni przez księży diecezjalnych, co zawsze było ich intencją. Jednocześnie są też nowe zgromadzenia męskie i żeńskie. Niestety wciąż brakuje kapłanów i sióstr zakonnych.

O. Władysław Madziar SVD podczas spotkania w Mingende (fot. Carlo Salidaga SVD)

W czasie naszego programu mogliśmy spotkać miejscowych duchownych oraz misjonarzy, którzy przeżyli tu wiele lat oraz dowiedzieć się od nich, jak widzą zmiany i dynamizm Kościoła. Ciekawe było przenieść się w czasie, by wyobrazić sobie działalność misyjną kilkadziesiąt lat temu, kiedy życie było bardzo proste i brakowało wielu wygód. Niewiele było dróg, elektryczność docierała tu i tam, choć misjonarze najczęściej dysponowali agregatami. Z drugiej strony było bezpieczniej. Nie znano tzw. „rascals”, tzn. zbójników-rabusi, którzy w różnych terenach blokują drogi i za przejazd żądają okupu. Poruszanie się było pod tym względem o wiele łatwiejsze. Ludzie mieli też inne nastawienie do misjonarzy - gotowi byli pomagać przy budowie dróg, lotnisk, kaplic, szkół czy domów misyjnych. Teraz jest o to trudniej. 

Wsłuchując się w opowiadania moich młodszych współbraci mogłem nieco lepiej poznać realia bycia misjonarzem tutaj. Bo będąc wykładowcą w Catholic Theological Institute nie uważam, że znam dobrze tutejszych ludzi i ich codzienność. Port Moresby, jak każde duże miasto, to mieszanka ludzi z różnych stron kraju i oczywiście ma ono swoją specyfikę. Wszędzie jednak, jak zauważyli prelegenci, ważne jest, aby misjonarz miał bliskich mu ludzi, u których może się czasami zatrzymać i z nimi pobyć, aby nie być całkiem odizolowany. Z drugiej zaś strony potrzebny jest zdrowy dystans.

Młodzi misjonarze w katedrze w Kundiawie (fot. Carlo Salidaga SVD)

Słuchając misjonarzy mogłem odnieść wrażenie, że werbiści wciąż są rozpoznawani i cenieni w Papui-Nowej Gwinei, przede wszystkim przez ogromny wkład w ewangelizację i rozwój społeczny. Ludzie cenią też akceptowanie ich kultury i bycie z nimi w różnych sytuacjach życia. Biskup Paul Sundu podkreślił konieczność bycia dostępnym dla ludzi. Jeśli nas brakuje albo trudno nas znaleźć, ludzie czują chłód. Zaznaczył, że wierni cenią w kapłanie pokorę, prostotę, cierpliwość i dyspozycyjność. Mimo to misjonarz może się zetknąć z krytyką, zmęczeniem, duchowym wyjałowieniem czy nawet odrzuceniem. Świadectwo rodzi się i jest czytelne w wytrwałości. Nie musimy być wielcy, by ewangelizować. Ale przede wszystkim musimy być wierni. I chociaż są inne czasy, a misje przybierają nowe formy, to niesienie Chrystusa wciąż jest aktualne i niezmiennie daje ogromną radość misjonarzowi. 

arrows02 Władysław Madziar SVD 

Kolacja w Mingende (fot. Władysław Madziar SVD)