Świat według werbistów

BLOG

Nigdy nie wiadomo, jak Bóg zadziała
Wierni w kaplicy w Bogi, Papua-Nowa Gwinea (fot. archiwum Władysława Madziara SVD)

Nigdy nie wiadomo, jak Bóg zadziała

Od prawie pół roku co niedzielę werbiści z Divine Word College w Bomana odprawiają Mszę Św. w dużym centrum handlowym Rangeview w Port Moresby. Podobno to filipiński zwyczaj, że Mszę Św. sprawuje się w dużych centrach handlowych. Rzeczywiście, pierwszymi werbistami, którzy podjęli się tego apostolatu był o. Romeo Yadao SVD pochodzący z Filipin, obecnie prowincjał werbistów w PNG, oraz o. Dominic Pasi SVD z PNG, który wyjechał na misje do Kenii. 

Po objęciu urzędu prowincjała o. Romeo poprosił o. Zenona Szabłowińskiego SVD, aby kontynuował ten apostolat. I tak razem z nim prowadzimy ten swoisty apostolat z nastawieniem głównie na katolików, którzy chcą uczestniczyć we Mszy Św., ale pracują w niedzielę. Natomiast w każdą ostatnią niedzielę miesiąca za liturgię odpowiedzialny jest proboszcz parafii, w której znajduje się Rangeview. 

Dla mnie osobiście ten wielki hall nie jest wymarzonym miejscem do sprawowania liturgii. Choć miejsce jest odpowiednio przygotowane i czasami towarzyszy nam piękny śpiew chóru, to ten wielki moll nie tworzy atmosfery ani wyciszenia i modlitwy. Z dalszych stron centrum dochodzi muzyka zachęcająca do zakupów, a tu i tam słychać jakieś krzątanie się. Ktoś jednak wpadł na taki pomysł i chyba myślał o tym, że Jezus chce być wśród nas gdziekolwiek jesteśmy, a i my mamy sobie uświadamiać tę Jego obecność wszędzie, gdzie się obracamy.

W. Madziar w BogiO. Władysław Madziar SVD z ministrantami w jednej ze wspólnot (fot. archiwum autora)

I rzeczywiście wielokrotnie sprawując tam Eucharystię uświadamiam sobie, że Pan Jezus jest pośród tej małej grupy wiernych pochodzących z różnych stron świata. Największa grupa to Filipińczycy, po nich kolejną liczbowo grupą są miejscowi Nowogwinejczycy. Oprócz nich zawsze pojawia się kilku białych ludzi, może z Australii, regularnie przychodzi lekarz Nigeryjczyk, a dziś, to jest 22 marca, spotkałem Anglika. Właściwie to on przypomniał mi, że warto być tam, gdzie posyła nas Chrystus, choć może wydawać się to niewygodne. Jednocześnie nigdy nie wiadomo, gdzie możemy się przydać i nie do końca też wiadomo, w jaki sposób Pan Jezus będzie działał.

Dokładnie jak w Ewangelii na V Niedzielę Wielkiego Postu, tj. o wskrzeszeniu Łazarza (J 11,1-45). W homilii wykorzystałem myśl ks. Marka Studenskiego, który w swojej refleksji na tą niedzielę wspomniał o osobistych przeżyciach C.S. Lewisa po śmierci swojej ukochanej żony Joy i jego trudnej drodze do głębszej wiary i zaufania Bogu. Mówiąc te słowa zauważyłem, że jakiś biały człowiek w jednym z ostatnich rzędów sali słucha mnie z wyjątkowym przejęciem. Było w tym coś więcej niż zwykłe zainteresowanie. 

Prawdopodobnie zapomniałbym o całej tej sytuacji, gdyby nie to, że po skończonej Mszy św., kiedy większość wiernych już się rozeszła, a ja zbierałem powoli swoje pomoce liturgiczne, zauważyłem, że mężczyzna ten idzie w moją stronę płacząc. Podszedł do mnie bez słów i objął mnie ciągle płacząc. Nie wiedziałem, co się stało i co mam zrobić. Czekałem przez dłuższą chwilę, aż w końcu powiedział do mnie: „1 marca straciłem moją żonę Ruth, proszę odpraw za nią Mszę Św.”

Porozmawialiśmy przez chwilę. Jego bliscy są gdzieś po drugiej stronie świata w północnej Anglii. On przeżywa stratę najbliższej mu na świecie osoby sam. Takie momenty mocno uświadamiają, że Pan Jezus zaskakiwał ludzi nie tylko, gdy chodził drogami Palestyny, ale wciąż zaskakuje i nigdy nie wiadomo, kiedy spotkamy Go niemalże namacalnie. On zawsze przychodzi, gdy uzna, że to jest właściwy moment i że Jego bliskość jest bardzo potrzebna. 

arrows02 Władysław Madziar SVD