Świat według werbistów

BLOG

Misja w cieniu wojny (część 4)
Ola Fedorivna w szwalni w Strudze (fot. Vaclav Mucha SVD)

Misja w cieniu wojny (część 4)

Wrogom życzymy śmierci i cierpień

Poranek, 17 maja 2023. Jesteśmy już po wizycie na parafii o. Adama Kruczyńskiego SVD w Strudze. To jedna z trzech werbistowskich parafii w Ukrainie.

Struga to niewielka miejscowość. Mieści się tu również moskiewska cerkiew prawosławna. A obok niej, stoi dziwnie długi budynek, który tego dnia odwiedzimy.

– Musicie to zobaczyć! – z entuzjazmem oznajmia o. Adam. – Mamy tu grupę niesamowicie dzielnych kobiet, które wspierają naszych żołnierzy na froncie – dodaje z dumą.

‑ To macie tu fabrykę broni? – żartobliwie podpytuje Vaclav Mucha SVD. – To jedziemy i chętnie nagramy ich działania – dodaje pakując swoją kamerę.

Pakujemy się do samochodu o. Wojciecha, bo auto o. Adama jest wypełnione tajemniczym ładunkiem, który mamy gdzieś podwieźć. Wjeżdżamy w uliczkę pomiędzy cerkwią, a długim budynkiem, który od głównej drogi przysłonięty jest kilkoma rzędami drzew owocowych. Całość otoczona jest metalowym ogrodzeniem, które mierzy niewiele ponad metr. Trawnik pomiędzy drzewami jest świeżo ścięty. Wiśnie pięknie zakwitły. Pośrodku budynku mieści się główne wejście. Nagle, na jego wysokości, od głównej drogi, podjeżdża biała Dacia Duster. To o. Adam. Słyszymy klakson i widzimy wyskakującego z niej misjonarza.

– Podejdźcie tu! – nawołuje. – Tędy przerzucimy towar.

Z budynku, po kilku stopniach, w niebieskim fartuchu wybiega pośpiesznie kobieta. Pani Stanisława Anatolivna jest starostą gminy Struga. Wita się z nami i goni prosto do o. Adama. O. Wojciech pomaga w odbieraniu paczek, które o. Adam podaje z samochodu.

– Witajcie! – kłania się nam wszystkim kobieta i odbiera paczki od o. Wojciecha.

Przerzucane paczki są różnego rozmiaru. Na koniec kilka paczek prześcieradeł.

mwcw4 06Odbiór darów przekazanych przez Caritas z Ełku (fot. Vaclav Mucha SVD)

Kiedy kończy się odbiór towaru wchodzimy do środka budynku. Po śladach wody domyślam się, że cała podłoga w korytarzu z rana była umyta. Panuje mrok. Idziemy na koniec korytarza, gdzie dostrzegamy wpadające przez otwarte drzwi światło. Wchodzimy do sporego pomieszczenia. Pani Stanisława przedstawia nas czwórce pracujących tam kobiet. Pod oknem umieszczone są dwa rzędy stołów i różne stanowiska pracy. W centrum stoi największy stół. Przy nim starsza pani odrysowuje na lewej stronie tkaniny kształty według kartonowej matrycy. Przyciska ją do materiału i pieczołowicie odrysowuje ustalony kształt.

Panią Ludmiłę Arsinevną pytamy o to, jak zaczęła się działalność kobiet.

– Zaraz po rozpoczęciu wojny, zgłosiła się do mnie pani starościna Stanisława, z prośbą o zebranie kobiet, które mogłyby szyć bieliznę osobistą dla naszych wojskowych. Jako, że ja w tym budynku cechu wcześniej pracowałam, uczyłam zawodu krawiectwa, zgodziłam się. Na współpracę zgodziła się także pani Natalia Michalivna. Zebraliśmy kobiety, które znały się na szyciu. 12 marca rozpoczęliśmy pracę – opowiada o początkach pani Ludmiła.

W rękach trzyma nożyczki. Wskazuje na stosy materiałów. Opowiada o trudnościach w zdobywaniu materiałów i wszystkich akcesoriów do szycia.

Coraz bardziej zwracam uwagę na „wystrój” pomieszczenia. Na półkach poukładane są modele różnych części maszyn, które zapewne służyły kiedyś do nauki zawodu mechanika. Za panią Ludmiłą, w kącie, na specjalnym stelażu, zamocowany jest duży model silnika. Wyeksponowane i odcięte połowy tłoków prezentują zasadę pracy urządzenia. Na ścianach zawieszone są plansze i schematy techniczne.

mwcw4 06Ludmiła Arsinevna w szwalni w Strudze (fot. Vaclav Mucha SVD)

– Przygotowujemy męskie slipy w czterech rozmiarach – wyjaśnia dalej pani Ludmiła.

Bierze do ręki przykładową sztukę, akurat z prześcieradła. Uśmiecha się prezentując gotowy produkt.

– Same zaprojektowałyśmy prosty krój. Tkaniny muszą być nowe, czyste i wyprasowane. W zdobywaniu tkanin, nici i innych akcesoriów pomaga nam o. Wojciech z Wierzbowca. Jak żył jeszcze o. Jerzy, ten który zginął w wypadku, to nam dużo pomagał i był tu często. Nade wszystko pomaga nam o. Adam. Jemu jesteśmy bardzo wdzięczne.

Jej wzrok pada na tutejszego kapłana.

– Do tej pory uszyłyśmy już 8 tysięcy sztuk męskiej bielizny, która trafia w różne miejsca: do szpitala w Kijowie, na front w Bahmucie, do Konstantinovki. Posyłamy gdzie można i gdzie są potrzeby. Czasem nasze wyroby dajemy żołnierzom, którzy przyjeżdżają na przepustkę. Jesteśmy już w starszym wieku, ale jak możemy, pomagamy naszym chłopcom. Myślę, że to co robimy, to dobra rzecz – podsumowuje pani Ludmiła.

– Jaką przyszłość w obecnej sytuacji widzicie dla Ukrainy? – zapytuje o. Vaclav.

– Chciałabym, aby nasze dzieci i wnuki były zdrowe i bezpieczne. My jesteśmy matkami i babciami żołnierzy – spontanicznie przejmuje głos pani Natalia Michalivna pracująca pod oknem, dyrektorka miejscowej szkoły. W rękach trzyma kolorowe slipy, do których wciąga ściągacz w postaci gumki. Zaciska ręce na trzymanym egzemplarzu i mówi w coraz większych emocjach. – Chcemy, aby wrócili do nas zdrowi, abyśmy ich mogły przytulić żywych. Niech Rosjanie opuszczą nasz kraj. Życzymy, aby każda matka, która ma syna na froncie, w końcu doświadczyła radości i szczęścia z jego powrotu do domu – dodaje.

mwcw4 06Lidia Stepanivna w szwalni w Strudze (fot. Vaclav Mucha SVD)

W tym momencie dostrzegam, że inna z kobiet, pani Ola Fedorivna, nagle przerywa szycie. Ręką nerwowo zasłania twarz i powstrzymuje się od płaczu. Po chwili o. Adam wyjaśnia nam powód jej reakcji. Jej mąż wciąż walczy w Bahmucie. Jeszcze głębiej, przy maszynie do obszywania, prace zatrzymuje pani Lidia Stepanivna.

– Pragniemy, aby nasi chłopcy uchronili nas od tego zezwierzęcenia, które niosą brutalne ataki wroga – kontynuuje pani Natalia. - Chcę jeszcze dodać, że pomimo tego, że tutaj mamy trochę spokoju i nie dolatują tu rakiety, ale chcę podkreślić, że w duszy, jak każda matka, my życzymy wrogom tylko śmierci, wielkich cierpień, za to, że w naszych miastach i wioskach, tak udręczeni są niewinni ludzie, a szczególnie dzieci – kończy  niespodziewanym. przekleństwem.

– Od początku wojny zorganizowaliśmy sztab wolontariuszy. Robiliśmy zbiórki żywnościowe: makaron, ziemniaki, przetwory w słoikach - uzupełnia informacje o akcjach podjętych w gminie Struga pani Stanisława. – Do tej pomocy od początku dołączył o. Adam. Od werbistów z Wierzbowca dostawaliśmy paczki z lekami i ubraniami, które przyjeżdżały z Polski. Dostawaliśmy tkaniny, śpiwory, piżamy, które były wysyłane dalej do szpitali, np. w Krematorsku i Charkowie. Jak przyjeżdżali nasi chłopcy na przepustkę, to organizowaliśmy wspólne spotkania i częstowaliśmy ich naszymi wypiekami. Przekazywaliśmy również na front słodkości i papierosy. Nic się nie marnowało. Ze ścinków tkanin robiono nawet siatki maskujące. Czasami udało się uszyć chusteczki materiałowe, jak i dywaniki dla snajperów. Produkty trafiały do Drużkivki, Bahmutu, Kijowa, Buczy i Hostomela. Na początku wojny w gminie Struga przyjęliśmy dwustu uchodźców. Obecnie jest ich 88. W tej grupie jest 11 mężczyzn, 37 kobiet i 40 dzieci – porównuje starościna. – Jesteśmy bardzo wdzięczni o. Adamowi za pomoc, która przez jego pośrednictwo przychodziła z bratniego dla nas, polskiego narodu. Dziękujemy, że ta pomoc do tej pory nie ustała, że w ten sposób przybliżacie dzień naszego oswobodzenia.

mwcw4 06Natalia Michalivna w szwalni w Strudze (fot. Vaclav Mucha SVD)

Widać, że nie męczy jej to relacjonowanie poszczególnych działań.

– Chwała Ukrainie i naszym bohaterom! A tym, którzy zginęli, wieczny pokój. Od nas dwóch ludzi zginęło w rejonie Doniecka – kończy swoją wypowiedź dotkliwym podsumowaniem pani Stanisława Anatolivna.

Niesamowita wizyta kończy się żartobliwym akcentem. Za to, że okazaliśmy zainteresowanie działalnością kobiet ze Strugi, zostajemy wynagrodzeni w niecodzienny sposób. Każdy z nas może wybrać sobie na pamiątkę jeden model bielizny. Pani Natalia prezentuje kolorowe wzory i pomaga nam dobrać rozmiar. Wybieram wersję granatową z czerwonymi tulipanami.

Vaclavowi, który cały czas stoi za obiektywem, wybieram motyw z różami.

– On artysta – kwituję i wszyscy śmiejemy się do rozpuku.

Chociaż na chwilę zapominamy o przerażających realiach wojny, z którymi mierzą się w swojej codzienności te dzielne i niestrudzone kobiety.

 Krzysztof Kołodyński SVD, Polska

 


  Czytaj inne teksty w cyklu "Misja w cieniu wojny":

    Gdy brakuje łez, płacze dusza
    Nie jesteśmy dla nich braćmi
    Pogrzeb