Świat według werbistów

BLOG

arrows01Kategoria: DUCHOWOŚĆ


 

Wiara - przebudzenie (1)

Zdarzyło się to w San Jose na filipińskiej wyspie Mindoro. Do kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu weszła około 35-letnia kobieta z małą trzyletnią dziewczynką. Kobieta uklękła na dwa kolana, zamknęła oczy i zatopiła się w modlitwie. Dziewczynka przez chwilę przyglądała się matce, po czym uklękła na dwa kolana i zamknęła oczy. Trwało to może z minutę. Następnie usiadła i wtuliła się w ciało matki. Po 10 minutach matka wstała i wyszła z dzieckiem z kaplicy. 

Wyobraźcie sobie uczucie radości i fascynacji jakie przeżyło dziecko w doświadczeniu intymnej relacji miłości ukochanej matki z Bogiem. Obudził się potencjał wiary.

Czym albo kim jest wiara? 

Wiara to głos i moc Boga w człowieku, który pragnie a zarazem buduje intymne relacje ze swoim Stwórcą. Genetyczne predyspozycje, intelekt, wiedza czy biologia człowieka nie posiadają ani takiej potrzeby ani takiej mocy. Ktoś powiedział, że jest to perspektywa i rozwiązanie dla ludzi wierzących. Pracowałem na trzech kontynentach i wszędzie, czy to w Europie, czy w Afryce, czy obecnie w Azji, człowiek w coś lub kogoś wierzy i nie przestaje szukać miłości. Wierzący czy niewierzący pragnie kochać i być kochanym.

„Przyszedłem ogień rzucić na ziemię”, czyli historia pewnego ogniska

W Polsce jeszcze ciągle dominuje model parafii „usługowej”. Ludzie chodzą do kościoła, spowiadają się, przystępują do innych sakramentów. Nie ma urodzin bez chrztu, nie ma śmierci bez pogrzebu. Ale pozostaje pragnienie większego zaangażowania, tęsknota za chrześcijaństwem bardziej gorliwym, świadomym, przekonanym i służebnym. Tylko jak zbudować taką wspólnotę? Inicjatywy duszpasterskie często przypominają „podpalanie benzyną zielonych gałęzi”.

“Ochrzczeni i posłani”, czyli o tym jakie są obowiązki ochrzczonego

Ciekaw jestem, czy hasło „Ochrzczeni i posłani” jest w stanie poruszyć serce przeciętnego katolika? W społeczeństwach tradycyjnie katolickich, do jakich należy Polska, nie jest niczym niezwykłym. Prawie wszyscy zostali ochrzczeni w dzieciństwie, przez co fakt chrztu - czyli początku naszej wiary - znajduje się zupełnie poza naszą świadomością. Jedyne, co możemy zrobić, to zbudować w sobie świadomość człowieka ochrzczonego.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja nie jestem przeciwko chrzczeniu małych dzieci. Raczej chcę zwrócić uwagę, że jako dorośli ludzie niezbyt często w naszym duchowym życiu odwołujemy się do tego faktu, że jesteśmy ludźmi ochrzczonymi. Częściej mówimy o sobie, że jesteśmy ludźmi wierzącymi lub że chodzimy do kościoła.

Wierzę i co dalej?

Struktura człowieka, jego umysł, ciało i uczucia, to żywy i dynamiczny organizm, który ciągle rozwija się i podlega zmianom. Nigdy nie zatrzymuje się „w drodze” ani nie zadowala samą tylko egzystencją. Psychologia nie mówi jednak nic o duszy człowieka. Chciałbym zaproponować biblijne rozumienie człowieka oraz perspektywę jego rozwoju i dojrzewania.

Biblia rozumie człowieka jako serce, dusza, moc (ciało) i umysł (Łk 10, 27), który jest zaproszony do kochania Boga, bliźniego i siebie całym sobą. Obraz i Podobieństwo Boga (Rdz 1, 26) jest darem Jego miłości. Bóg jest miłością (1 J 4, 16), która uzdalnia człowieka do kochania i bycia kochanym.

O tym, jak sprytny plan św. Arnolda spalił na panewce (na szczęście) 

Początki werbistów były mizerne pod każdym względem. I dom był mizerny i ekipa założycielska nie błyszczała splendorem: diecezjalny zelator Apostolstwa Modlitwy, luksemburski proboszcz i dwóch kleryków. Sam o. Arnold mówi o tej sytuacji tak: „Ideę powstania domu misyjnego celem kształcenia niemieckich misjonarzy (…) ogólnie przyjęto z radością (…). Opinia jednak zmieniała się, kiedy spoglądano na niepozorny początek i brak środków pieniężnych, a jeszcze bardziej – na prawie nic nie znaczące osoby, które zainicjowały dzieło (…). Musiałem sam stwierdzić, że wszędzie tam, gdzie się pojawiłem, patrzono na mnie z wielkim współczuciem, jak na osobę, która ma ekscentryczne idee, a jeśli wierzyć pewnemu księdzu (…), to była to jedna z najłagodniejszych opinii, jakie wypowiedziano”.

Dar Ducha jest dla tych, którzy wytrwali pod krzyżem

Chciałem podzielić się pewną ciekawostką – koptyjską ikoną Zesłania Ducha Świętego. Jak zwykle rzeczy ciekawe znajdujemy dzięki jakiemuś zbiegowi okoliczności. I w tym przypadku nie było inaczej.

Już około dwóch lat temu siostry Służebnice Ducha Świętego z Irkucka spytały mnie, czy nie znam jakiejś ikony, która wyrażałaby ideę jedności. Ja im poleciłem wtedy ikonę, którą stworzył pewien hiszpański kapłan w Sankt Petersburgu. Nazywa się ona „Przez Ciebie jedność” i przedstawia Matkę Boską Fatimską. Siostry jednak nie zdecydowały się na ten wariant i po dwóch latach rozmowa powróciła.

Entuzjazm modlitwy a lęk i zwątpienie

Z nieukrywanym entuzjazmem i radością rozpocząłem przygotowania. Wyszedłem do innych. Wiele katolickich wspólnot przyłączyło się do wspólnej modlitwy. Wiele indywidualnych osób oraz kilka protestanckich wspólnot pozytywnie odpowiedziało na nasze zaproszenie. Zdanie było proste, odmówić pięć razy dziennie „Ojcze nasz” w czasie mego pielgrzymowania. Mieliśmy tylko jedną intencję – „zgodnie o coś prosić będą na ziemi” – aby Bóg "uzdrowił wirusa HIV / AIDS”. Wydawałoby się, że pięć „Ojcze nasz” to nic wielkiego. A jednak dla niektórych akt codziennej modlitwy był swego rodzaju wyzwaniem. Pamiętam ich słowa: „złożę ofiarę pieniężną, ale nie chciej, abym modlił się codziennie”.